schody drewnianego domu

30 07 2009

Lubię usiąść na schodach tego drewnianego domku i patrzeć. Na tą zarośniętą piaskownicę. Na tą jabłonkę, która nigdy nie dawała cienia. Na te płoty wielokrotnie poprawiane. Na tą gruszę kawałek dalej i studnię tuż obok niej. Lubię patrzeć i wspominać. Było się takim beztroskim. Istniał tylko ten mały skrawek podwórka, gdzie tworzyliśmy swój własny świat. Ważne było, aby cichaczem zwędzić z kuchni łyżkę, którą można było przekopać całą piaskownicę. I wszystkie przepadły bez pamięci. Ale to był szczegół. Gorzej jak się popsuły traktorki albo przyczepki. Albo jak zginął jakiś zwierzak. To była dopiero rozpacz… Chociaż i o tym się zapominało. Przychodził taki czas, kiedy z nas, tych małych beztroskich dzieciaczków wychodziła ciemniejsza strona charakteru. Wtedy piaskowa kraina zmieniała się w miejsce tortur… dla stonki ziemniaczanej ;) Dzieci bywają brutalne, bo cośmy tam z nimi nie robili… A później jakby nigdy nic wracaliśmy do swoich zabaw… To były piękne czasu. Nie przejmowałam się niczym. Nie widziałam niczego. Wszyscy robili wszystko, abyśmy pozostali tacy beztroscy.
I długo tak było.

Teraz się wiele zmieniło.

Pozostaje tylko usiąść na schodach tego drewnianego domku i patrzeć. Chociaż i na to nie ma dużo czasu. Jest praca. Są zajęcia, z których jedyną zapłatą jest podziękowanie, uznanie i własna satysfakcja. A ostatnio i tego mniej. To wszystko już nie cieszy tak jak kiedyś. Mimo to ciągle wstaję. Każdego dnia. Mimo, iż każdy kawałek ciała krzyczy, aby spać dalej, a choćby zgięcie palca wywołuje ból promieniujący na całą rękę. Mimo całego żalu staram się. Może jestem zbyt słaba, żeby się zbuntować? Może jestem zbyt miękka, żeby to olać? Może po prostu nie potrafię ich zostawić…

Naiwny dzieciak z czasów piaskownicy wciąż we mnie jest. I nie wybiera się niestety nigdzie.

A tak tego… znowu przerwę sobie zrobiłam w podróży. To był bardzo niedogodny kawałek drogi. Trudny do przebycia. Na szczęście trafiło się ładne drzewo, którego przekrzywiony konar wisiał nad ziemią i samym wyglądem zachęcał, żeby usiąść. Tylko, że komary w tym roku są niemożliwe do zdzierżenia. Więc długo tu nie pobędę. Długa droga przede mną. Mam nadzieję, że nieco przyjemniejsza.

Miłego…





zatęchły światek

24 07 2009

Ścieżka usypana z kamieni. Po prawej stronie drzewo. Dalej jakieś krzewy, za którymi rozpościera się las. Gdy otwieram oczy widzę to samo. Taką samą ścieżkę. Identyczne drzewo. Podobny las. Bynajmniej to nie pętla. To tylko droga wiodąca w to samo miejsce. I chociaż wiem, że nie powinnam tam iść, to idę. Ten obrazek przyciąga. Jak zaczarowany, wciąga coraz głębiej…

Tak. Wyjeżdżam. Zamykam się w swoim zatęchłym światku. Na złość innym? Może. Huk mnie obchodzi, co sobie myślisz. Nie zamierzam się zmienić. Nie dla Ciebie.

I’ll be there till the stars don’t shine
Till the heavens burst and the words don’t rhyme





dalej

22 07 2009

Dość siedzenia. Trzeba ruszyć żyć. Więc wstaję. Wstałam. Otrzepałam spodnie z kurzu. Pozbierałam rzeczy, które rozrzuciłam wokół. Dokumenty, portfel, telefon… To mój podręczny bagaż, chociaż ostatnia rzecz i tak zazwyczaj milczy, więc jest zbędny. No ale, jest. Jeszcze raz rozejrzałam się wokół.

Sajonara przeszłości.

Pytanie tylko dokąd iść. Hmm… Może póki co główną drogą? Aż do następnego rozwidlenia. Już stąd, z tego pagórka widać, że dalej będzie rozdroże. Widać, że w prawo odchodzi ścieżka. Tuż przy niej stoi drzewo. Uschnięte? Chyba tak.
Tak. Idę w tamtą stronę. Zobaczę co tam będzie…





środek

19 07 2009

Zawróciłam. Ponownie odnalazłam rozdroże. Znalazłam i… I siedzę na jego środku. Nie tyle chodzi o to, że nie wiem gdzie iść, co nie chce mi się ruszyć. Chcę odpocząć. Złapać oddech. Zebrać myśli.

Don’t want to let it lay me down this time
drown my will to fly
here in the darkness I know myself
can’t break free until I let it go
let me go

Mam małą pustkę w głowie. Próbuję wszystko ogarnąć, ale cokolwiek staram się skupić, powiązać ze sobą, rozpryskuje się na drobiny. Jakbym chciała ulepić kulkę z suchego piasku.

Darling, I forgive you after all
anything is better than to be alone
and in the end I guess I had to fall
always find my place among the ashes

Większość dnia spędzam na chłonięciu książek. Może to przez fantasy nie mogę się skupić na tym co realne i prawdziwe? Właściwie… co jest prawdą? Jak odróżnić ją od mirażu…?

I can’t hold on to me
wonder what’s wrong with me





zawrotka

16 07 2009

Skręcenie w prawo to był błąd. Wielki. Którego nie powinnam była popełnić. Można było to przewidzieć… Głupia…
Musiałam zawrócić. Wycofać się z tej drogi. Wrócić do rozdroża i wybrać inną. Może będzie lepsza.
Oby…

Jestem słaba. Jak szczeniak siedzący na środku drogi i wrzeszczący ze strachu, bo nadjeżdża tir.
Czuję się beznadziejnie.





biegnę

12 07 2009

Uciekam. Wciąż biegnę. Daleko, w siną dal. Nieco zmieniam kierunek. Delikatnie odbijam w prawo. I biegnę. Z milionem myśli w głowie. Biegnę. I zatrzymać się nie chcę. Bo nie muszę.

Run away with me