bilans

29 04 2009

Powinnam coś powiedzieć o weselu, prawda? Ale nie wiem… Z jednej strony było dobrze. Potańczyłam sobie. Nauczyłam się latać… nad parkietem. Pośmiałam się. Pogadałam. W porządku. Tylko później… Później nie było tak kolorowo. Chociaż wszystko skończyło się teoretycznie dobrze, to i tak nastroje były posępne.
Bilans – zero.

Znowu zaczynają się małe problemy. Muszę się wziąć w garść, bo od jakiegoś czasu jestem jakby nieobecna. A życie to wykorzystuje i kicha. Po weekendzie majowym biorę się do roboty. Nie mogę sobie pozwolić na opieprzanie się tak jak teraz. Postanowione.

Ręka boli. W końcu mnie trafił. Chociaż cel – głowa, a ręka na wysokości biodra to drobna różnica. Szczęściem zdążyłam palce zgiąć tyci, bo by pięknie cała czwóreczka była wybita…

Weekend majowy zapowiada się dobrze. Czwartkowe spotkanie, piątkowy wyjazd na działkę, później na wieś do soboty, znowu może wieczorne spotkanie i niedzielna komunia. Aż się wracać do stolicy nie chce.

Wkrótce Juwenalia… Jedno mnie w nich cieszy najbardziej…





przeddzień

24 04 2009

Miało być “do trzech razy sztuka”. Ale mówi się trudno. Może kiedyś przyjdzie czas, że nie będę się musiała zastanawiać co zrobić. Jednak to jeszcze nie dzisiaj, nie teraz. I dobrze. Widać tak ma być.

Harmonogram napięty. Znając życie ciężko będzie znaleźć czas, żeby się po d… znaczy po głowie podrapać. Czasami lubię takie zamieszanie, bo przynajmniej się nie opieprzam, ale nie mam natchnienia. I jakoś na to wesele mi się nie spieszy… Aż się boję myślę co to będzie. Tatko od wczoraj pomaga salę dekorować.
Rano fryzjer. Później obiad. Ubrać się. W samochód. Na błogosławieństwo do Suchodoła. I do Sarnak do młodej. Ślub i wesele gdzieś tam koło Serpelic. Ciekawie.

Może się w Bugu nie utopię przy okazji.

O czymś chciałam jeszcze wspomnieć… Hmm… Nie pamiętam…

Udanego muzykowania Luis.
I państwu miłego weekendu.





deszcz czy pogoda?

21 04 2009

Po źdźble trawy chodzi biedronka. Taka śliczna, mała czarnokropkowa… Wgramoliła się na palec. Podnoszę dłoń do góry. Deszcz czy pogoda? Deszcz czy pogoda? Deszcz czy pogoda…? Poleciała. Pogoda…

Po każdej burzy przychodzi lepsza pogoda. Wydaje mi się, że widzę przebłyski słońca. Chociaż czuję jeszcze spadające krople deszczu. To może gdzieś będzie tęcza?





16.04.2009

17 04 2009

Coś czuję, że to będzie dziwna impreza. To całe wesele, ta ich organizacja, zorientowanie, chęć rządzenia się… Wyczuwam piękną porażkę. Właściwie powinno mi to wisieć, bo nie moje wesele, bo nie mam się przed kim wstydzić, bo nie chce mi się przejmować, jednak… szkoda by było. Ich. Chcą na pewno, żeby wyszło dobrze. Młodzi. Rodzice. Chrzestni. Wszyscy… Ale sporo rzeczy już w tej chwili jest spieprzonych. I oni nie widzą w tym nic złego.
Mam tylko nadzieję, że przez ten tydzień dojdę już całkowicie do siebie i będę się jakoś trzymała tam, że humor się poprawi. Bo jeśli 25go mam mieć tak wisielczy humorek jak teraz, to może lepiej zostanę w domu…?

Misiu miał coś koło 27, Magda 25. Łukasz 27, Karolcia 24. A Karol kilka dni temu skończył 30 lat. I się hajta. A miał dobić do 32, jak dziadek. Tak obiecywał. Ale na co ma czekać. Panna jest, to się i zrywa. A ona 25. Się śmieją, że teraz na nas kolej przyszła. Że teraz my “poważnymi ludźmi” powinniśmy się stać. Jednak na to mamy chyba jeszcze trochę czasu. Na takie poważnienie jeszcze sporo czasu będą musieli poczekać, coś czuję… W końcu to nie tylko ode mnie zależeć ma.

Poszłabym gdzieś teraz. Na spacer. Albo rower. Gdzieś daleko. Do lasu bym poszła. Tam takie cudowne powietrze. Słodki zapach żywicy, ściółki, kory…
Jutro na wieś znowu. Mamuśka przed chwilą dzwoniła. Jakieś strasznie duże plany mają. Jak zawsze. Czasami się zastanawiam jak bardzo głupia jestem, że wracam… Taka wielka paczka naiwności tkwi gdzieś w środku i sprawia, że chcę wracać…
Ale wieczorem… Póki co bez planów.

Nigdy nie zamieszkam w dużym mieście. Nigdy. Udusiłabym się w tym betonowych płytach…





angry

16 04 2009

- Czemu jesteś zła?
- Zła? Kto Ci powiedział, że jestem zła…?
- Noo, przecież widać.
- To, że jestem niemiła wcale nie znaczy, że jestem zła.
- A…
- Coś jeszcze?
- Co Cię ugryzło…?
- Pszczoła. Wielkości krowy!





13 04 2009

Święta to się skończyły już w niedzielę około 14. Później to już tylko… nie wiem.
Nie pytaj o nic. Nie chcę mówić, nie chcę myśleć, nie chcę pamiętać o tym wszystkim…

21:48
Jak zajebiście jest gdy jest się samej. Kurwaaa! Gdy potrzebuję kilka głupich słów, a bliska osoba nie ma czasu, chęci… Ja rozumiem, że każdy ma swoje sprawy, problemy, ja to doskonale wiem. Mógłby powiedzieć. Może nie pomogę, ale wesprę. Odrobiny zaufania…
Nigdy nie było mi tak źle… Nigdy…





Wielka noc

9 04 2009

Wreszcie w miejscu, które kocham…

Spędź ten czas w spokoju, odpocznij, nabierz sił i pewności siebie.
Zjedz jajo, kawałek kiełbasy, chleba.
W poniedziałek niech Ci ktoś wyleje całe wiadro wody na głowę, ale ciepłej żebyś nie zachorował.
Uśmiechnij się i niech tak zostanie…

Tego wszystkiego życzę Tobie, drogi czytelniku…





znowu

7 04 2009

A już było lepiej. Już humor wracał. Już się uspokoiłam. I bach! Przylezie Ci do pokoju taki dupek i znowu spierdzieli wszystko! Łajza! Agrr!!! Nie mogę z tym gościem. Jest nieokrzesany, niekulturalny, chamski, bez wyczucia! Jest okropny!!! Kuźwa, takim idiotą sobie nerwy psuć! Fuck.

Chcę jechać do domu. Nie chcę już tu być. Chcę być w swoim pokoju, na swoim łóżku, między swoimi ścianami. Jest mi źle. Psychicznie. Drażni mnie to miasto.

Znowu się coś popierdzieliło





przepaść

5 04 2009

Załamania nastroju. Nie zauważyłam, że grunt się kończy. Upadek bolał. Boli cały czas. Jak nigdy przedtem. Dusza rozdziera się na dwoje… Umieram po wielokroć…