little girl

30 03 2009

Czasami są chwile, gdy nachodzi mnie na te ckliwe romansidła. Na te opowieści o szczęściu, miłości. O historiach, które normalnie nie mogą się wydarzyć. Bo jest w nich coś takiego, co pozwala się na chwilę oderwać od studiów, od szarego miasta, od pędzącego tłumu. Oderwać i zawisnąć kilka centymetrów nad ziemią. W bezdechu. Z zamkniętymi oczami. Z uśmiechem na twarzy. I głową pełną marzeń. Na kilka chwil. Tak, aby móc wyobrazić sobie siebie…

Naiwna.

I’m just a little girl lost in the moment
I’m so scared but I don’t show it





some story

28 03 2009

Po tym jak siekiera omskła mi się z drzewa i uderzyła bokiem w piszczel z dość sporą prędkością (bokiem, bo tyci się zdążyła przekręcić), zastanawiam się jak dużo w życiu jeszcze szczęścia będę miała? Bo niewątpliwie sporo mam.
Ale noga boli.
Siekiera nie raz przemknęła tuż obok nogawki spodni, ale jeszcze nigdy nie uderzyła… Ciekawe uczucie, gdy do świadomości dochodzi jakie to “przyjemne” zajęcie.
Czasami lubię ryzykować. Jednak w większości przypadków, np. takich jak ta zabawa, olewam równo całe zagrożenie. I mimo dzisiejszej przygody, dalej będę je lekceważyć :) Zdaję sobie sprawę, że sama się proszę o jakiś “cud”, ale może o to właśnie chodzi… Tylko mnie nie opieprzaj za to. Czasem tak mam.

Tęsknię za czasami, gdy byłam oazą spokoju. Wyprowadzenie mnie z równowagi było rzeczą w zasadzie niemożliwą. A teraz… teraz przy byle okazji się denerwuję. Zwykły impuls. Pstryczek. I boom. Nie ma zmiłuj. Lecą wszelkie ‘panie lekkiego obyczaju’. A jak już się zdołam zamknąć, to wkurzam się, że nie umiem się już tak dobrze kontrolować. Bo to jest wkurzające. Bardzo.
Założenie – popracować. Nad sobą. Nad zachowaniem. Nad słownictwem. Nad ogółem.
To na prawdę w tej chwili nie wygląda dobrze…

Aaa. Zapomniałam. Później muszę zadzwonić do Karola. W końcu do 25go miało się sprecyzować liczbę osób idących. Niech tam sobie chłopak zapisze naszą czwórkę. Tak, czwórkę. Bo idę sama. Po trochu z musu, po trochu z wyboru. Chyba z wyboru bardziej. Nieważne, to raczej szczegół.

2 tygodnie w Warszawie. Za tydzień trzeba być… ;>

Łaaaa!!! Ja nie chcę przestawiać zegarka! Ja chcę dalej spać długo! :/





stokrotki

27 03 2009

img_3883

Prawda, że śliczne? Śliczne. Bo ulubione :)





Apocalyptica

22 03 2009

16 kwietnia, jak wiadomo, do W-wy zawitają raz kolejny panowie ze smyczkami w łapkach. Zważywszy, że tych Finów uwielbiam, to aż mnie skręca, aby pójść na koncert.
Mamuśka powiedziała, że sama nie pójdę. Czyli jest dobrze, bo nie zabroniła ;) Nawet cena ją nie przestraszyła.

Kto idzie? Kto idzie? :) :)





maraton

21 03 2009

Weź puść kobietę w miasto… Boziu… Zwariować można. Nóg nie czuję. Oczy mnie bolą. A mózg się zlasował. Kuźwa, jaka ta ‘moda’ z dupy wzięta jest… Ni to w pięć, ni w dziesięć. I pomyśleć, że te wszelkie szmaty ktoś kupi. Żal.
No ale po parogodzinnym maratonie dotarłam do domu. Z jedną szmatką w łapie. Przynajmniej już spokój. Powiedzmy, że na weselicho gotowa jestem. Jeszcze tylko jedną kwestię trzeba jakoś dopracować (wczoraj pisałam) i koniec.
Tylko resztę rodzinki trzeba odstawić. Mamuśka też już coś na oku ma. Tatko to nie problem. Z bratem to będą podejrzewam największe cyrki… Swoją droga dzisiaj, w którymś sklepie był ładny gajerek. Czarny, z minimalnie jaśniejszymi paskami. I do tego był czerwony krawat. Taki krwisty. Ah… Jak czerń z czerwienią się cudnie komponuje… Śliczne. Zresztą facet w gajerku zawsze się prezentuje zajebiaszczo :) Ale to już nie raz mówiłam, więc nie ma co się powtarzać. ;)





presja

20 03 2009

Mogę siedzieć. Jest lepiej. Żeberka, a teraz i głowa, dają o sobie stale znać. Znak, że jeszcze żyję. Uff… Ciężko.

Z głośników sączy się powolnie Leszek Żukowski. Ukojenie dla umysłu. Taki błogi nastrój rozmarzenia. Oczy robią się mniejsze. Jak ja to lubię. Przyjemne wibracje przenikają do samego serca. Niemal jak na koncercie, tylko znacznie ciszej. Hmm… Plusy występów na żywo. Trzeba będzie za jakiś czas się gdzieś przejść, aby dokarmić złaknione zmysły (zeszłotygodniowy koncert nie wystarczył). Póki co faszeruję się brzmieniami Comy…

Nie lubię presji. Podejrzewam, że Ty też nie. Uczucia, gdy wiesz, że za chwilę musisz coś powiedzieć. Dać odpowiedź. Na pytanie, które w prawdzie jeszcze nie padło, ale i tak musisz odpowiedzieć. Nie lubię tego. Tym bardziej, że nie wiem co robić. Wystawić na światło dzienne swoją durną dumę i iść? Czy może schować honor w kieszeń i zapytać najpierw? Blah… Duma szepce coraz głośniej…

Niczego nie będzie żal! Niczego nie będzie żal! Niczego! Nie! Nie. Nie.

Wesel też nie lubię.

A jutro polowanie na sukienkę. Znowu…

Ja tańczę, a niebo, niebo gra. Ja śpiewam. Prze-niebieski czas…





umieram

20 03 2009

boli. Boli! BOLI!!!
Nienawidzę. Nienawidzę tego pieprzonego organizmu!
Klatka piersiowa to jeden wielki ból.
Jak mi ktoś powie, że to tylko nerwobóle, to opierdole (za przeproszeniem) przy najbliższej okazji…
Ja chcę jeszcze trochę pożyć normalnie…





pomyłka?

15 03 2009

“Nigdy nie popełnij podobnej pomyłki – mruknął – Jeśli ktoś objawi ci współczucie, sympatię i poświęcenie, jeśli zadziwi cię prawością charakteru, ceń to, ale nie pomyl tego z… czymś innym.”

Tak. Tylko trochę za późno…





po obiedzie

14 03 2009

Gdy wiesz, że musisz zrobić wiele, to nie zwracasz uwagi na nic. Gdy wiesz, że jesteś główną podporą, to nie możesz zawieźć. Choćby organizm krzyczał “Nie!”. Nie możesz. Nie zważając na zmęczenie i ból robisz wszystko co powiedzą. Może nie w takim tempie jak zawsze, może czasami trzeba się czegoś przytrzymać, żeby nie upaść, ale nie zatrzymujesz się.
A uśmiech na twarzy solenizantki sprawia, że chociaż na chwilę cały ból znika. Na krótką chwilę. To wystarczy. Wszystko poszło dobrze. Towarzystwo zadowolone. Ja też.

A teraz można w spokoju umierać…

Czemu ten monitor się tak porusza…? Hm… A może to obraz przed moimi oczami się chwieje?