Podobno to ta męska jest najsilniejsza. Najwierniejsza. Najszczersza. A damska? Może bardziej… wrażliwa? Chociaż nie. Tak tego nazwać nie można. Może bardziej emocjonalna? Jak i sama kobieta…
Moje przyjaźnie? Hmm… Zawsze starałam się być powściągliwa w używaniu tego określenia.
Mogłoby się wydawać, że nie powinnam mieć z tym problemu. W końcu jakoś się dogaduję z ludźmi. Ale jednak… Z płcią piękną nigdy nie nawiązałam zażyłych kontaktów. Za to z panami jakoś zazwyczaj znajdowałam wspólny język. Może nie tak jak tego oczekiwałam za każdym razem, ale nie było źle.
I nie jest. Bo to właśnie miano “przyjaciel” kierowałam i kieruję do męskiej części swoich znajomych. Pytanie tylko do której? Tutaj akurat sama popadam w typowe dla mnie niezdecydowanie. Chociaż to trochę złe określenie. To jest prędzej niewiedza spowodowana rozczarowaniem.
Gdy oczekujesz wsparcia w najważniejszym momencie i dowiadujesz się, że osoba nazywana przyjacielem nie ma ochoty Ci pomóc, czujesz niesmak. I nie ma co się dziwić. Chociaż nie oczekuję współczucia i staram się być niezależna, to bywają chwile, kiedy na prawdę nie chcę być sama.
W tych gorszych chwilach nawet zwykłe słowo otuchy, bez żadnego innego gestu, jest ukojeniem dla duszy i kołatającego serca. Znaczy więcej niż może się wydawać osobie mówiącej. Jest jak woda dla spragnionego na pustyni. I czy to nie tą osobę winno się nazywać przyjacielem? Chyba tak…
Jednak pomijając nazewnictwo…
Kobieta jest zmienną. Na pewno się ze mną zgodzisz. Ale czy faceci nie są? Ludzka zmienność nastrojów jest czasami bolesne niczym uderzenie bicza. Oblicze zmienne jakby ktoś odwrócił monetę z orła na reszkę. Nie pojmuję. Nie nadążam. Nie wiem… Paranoja.
Ale czy w ogóle istnieje przyjaźń damsko – męska…?