Obudziłam się trochę nie w porę. Święta się skończyły. Jest zwykły weekend. Niby obok stoi choinka, ale nie słyszę cichej muzyczki rozbrzmiewającej z głośnika przy światełkach. Nie wiem co mnie ruszyło. Film? Melodia? Może po prostu piosenka? Po głowie tłucze mi się jeden wers. Jeden, głupi wers. I czemu?
All I want for Christmas is you…
Tylko nie pisz, że się zakochałam. Nie. Mogłabym powiedzieć, że przeciwnie.
Wczoraj powiedziałam przecież “Kocham moją niezależność. Swobodę.” I taka jest prawda. Bo chociaż umieram z tęsknoty za tym co nie moje, nie potrafię inaczej żyć. Gdy ktoś okazuje swoje zainteresowanie w sposób jednoznaczny, ja uciekam. Strach. W takich kwestiach nigdy nie byłam odważna.
Gdy drapieżnik staje się czyjąś ofiarą, czuje się osaczony, szuka drogi do bezpiecznej kryjówki. I odnajduje ją. Bo doskonale zna ścieżkę, którą powinien zmierzać. Problem w tym, że gdy tam dotrze nie zastaje nic. Nic. Pustkę. Zimno. Wtedy trafia szlag. Świadomość zmarnowania szansy. Żal. Do siebie.
I mam ochotę uciec. Chcę. Wydaje mi się, że muszę. Że inaczej nie będę umiała. Tylko dokąd? Nie do tej pustki…
Co się stanie, jeśli drapieżnik uciekający w pełnym biegu wpadnie w zasadzkę? Choć uważa się za nieuchwytnego tym razem nie zdoła umknąć sieci…?
Zastanówcie się o co prosicie, bo przy odrobinie pecha możecie to otrzymać.
Tak doskonale tu pasuje… Siewca Wiatru. Przydał by się teraz. Tak na poprawienie humoru. Piotrek teraz ma… Poczekam.
Hmmm…
Tak teraz… zastanawiam się czy to co tu piszę wpływa jedynie na obraz mnie w oczach czytelnika…? A może to jest tak jak z książkami, że gdy je czytamy, poznajemy bohaterów, chcemy podzielić się tym z kim? Bo przecież to co jest tutaj, też jest swego rodzaju lekturą. Mniej lub bardziej ciekawą, w to nie wnikam. A bohaterowie? Ja… Nie tylko. Ale tylko o sobie mogę otwarcie pisać. Ale nieważne. Chodzi mi o te dwa pierwsze pytania.
Pozdrawiam państwa!