“Mężczyzna ma jedną miłość – świat.
Kobieta ma jedyny świat – miłość.”
Piotr Altenberg
“Mężczyzna ma jedną miłość – świat.
Kobieta ma jedyny świat – miłość.”
Piotr Altenberg
Zatańcz ze mną jeszcze raz
Otul twarzą moją twarz
… Czytaj resztę wpisu »
Wieczorami kiedy nie śpię zakładam czarną bluzę, kaptur na głowę i idę… Dokąd? Przed siebie. Rozmyślać. Patrzeć. Słuchać. Tylko ja i przestrzeń. Nie żadne złote myśli. Po prostu życie. Krwiste słońce nad koronami drzew. Szum kłosów złocistej pszenicy. A pod stopami trawa błyszcząca od wieczornej rosy. A o czym myślę? Mam to do siebie, że analizuję przeszłość. Może zbyt często. Ale już nie tą odległą. Kilka dni… Są chwile, które odciskają się niczym pieczęć w pamięci. I swoją obecnością przypominają o tym co było.
Przez te kilka dni rzeczywiście zachowywałam się jakbym żyła w innym świecie. Swoim. Bo żyłam. Obraz tych kilkunastu minut wciąż widniał przed oczami umysłu. Miły widok.
Miałam Wam napisać o koncercie… Hmm… Tylko co? Muzyka jak muzyka. Nawet niezła. Kawałki autorstwa Masakratora też były dobre. Dobrze brzmiały. Ale covery… dajcie spokój. Zgranie pozostawiało wiele do życzenia. Szczerze powiedziawszy niewiele pamiętam z tego koncertu. Mieli problemy ze sprzętem. Się kuźwa wcześniej nie łaska ustawić?! Ble… Dzieci dużo było. Takich panienek z gimnazjum. I z racji wolnej sceny na support wwalali się jacy dziwni ludzie co darli mordę jakby w życiu mikrofonu nie widzieli. Ale później sam koncercik nie był zły. A później krótkie after party. Skończyło się trochę po 22, bo sąsiedzi zadzwonili na policję ;) Gruby powiedział, że kto zostaje to do środka i po cichu, kto nie to spadać. Więc się pożegnałam i poszłam.
Niedługo wrzucę zdjęcia z weekendu. Na picasie będą.
“Wyjdziesz za mnie?” ;)
“Pewnie :)”
Rekrutacja zakończona.
Politechnika Warszawska – geodezja i kartografia.
SGGW – budownictwo.
WAT – budownictwo.
Ja wybieram to pierwsze.
W prawdzie początkowo chciałam studiować budownictwo, ale kobieta zmienną jest…
Dzisiaj poszłam do Geos dowiedzieć się czegoś o geodezji w praktyce.
Kobieta utwierdziła mnie w przekonaniu, że dokonałam dobrego wyboru.
Tak więc…
Jutro nalot na Politechnikę.
9:27 pociąg z Siedlec.
Sobotnia radość jakoś prysła.
Za dużo myślę.
Za dużo chcę.
Wyobraźnia działa zbyt mocno…
Miłego życzę…
Nadzieja mnie kiedyś rozjebie. Od środka rozwali. Wypali doszczętnie. I choć powinna sens życiu nadawać, skłania ku upadkowi. Jedynego. Ostatecznego.
Czemu muszę być taka głupia…?
“Piękna kobieta podoba się oczom, dobra kobieta – sercu.
Pierwsza jest klejnotem, druga – skarbem.”
Napoleon Bonaparte
11.07.2008r. Koncert. Summertime nad siedleckim zalewem. Start 20:30. Teoretycznie.
Moja towarzyszka koncertowa tym razem nie mogła dotrzeć. Tak więc wybrałam się sama. Jednak to też tylko początkowo…
Na koncercie miało być sporo znajomych ludzi. I było. Od momentu gdy dotarłam nad zalew zgarnął mnie kolega. Przedstawił grupę swoich towarzyszy i usadził obok nich. Ludzie bardzo pozytywni. Sąsiad z ławki – Dominik bodajże, był chyba najbardziej towarzyski. Boziu jakie on głupoty ciągle gadał. Ha ha! Ale piwem zalał siebie i pewną Aśkę, nie mnie :P Moja obecność w ich gronie wyglądała trochę… hmm… dziwnie. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Dominik ciągle mówił (śmiał się), że kolega mnie zostawił. No bo zostawił – bywał tylko przelotami. Więc było mi trochę głupio, że niemal ich nieznając, siedziałam tam. Chwilami miałam chęć odejść od ich stołu i usiąść sama, ale to byłoby chamskie. Zresztą miło było z nimi. A jak był Piotrek? Hmm…
A sam koncert? Hehe. Ponad godzina opóźnienia. Aczkolwiek umilona występem Kamila. Fajnie chłopak śpiewa. A po 21 Podoba Mi Się. Ich muzyka jest tak… pozytywna. Radosna. Wesoła. Reggae. Początkowo nie dopisywała ilość ludzi pod sceną, ale z biegiem wskazówki zegara grupka pogowców się powiększała. Miło było posiedzieć przy wielkim głośniku i zapomnieć o wszystkim, o tej rekrutacji, o maturze, o problemach, wspomnieniach…
Zawsze powtarzałam, że ciekawie się chodzi późnym wieczorem po mieście. Ale jeszcze nigdy nie szłam przez niemal całe miasto sama przed północą. “-Ale teraz to dużo psychopatów jest…”, “-Może i jest, ale ja się ich nie boję.” ;) Kamienna twarz, gdy mija się dresów. Wzrok wbity w przestrzeń przed sobą, gdy mija się głupich cwaniaczków…
A w domu… to przyjemne szumienie w uszach. Nieokreślone dźwięki brzmiące w umyśle. Uwielbiam to uczucie nasycenia…
Ale ten koncert bardziej przydałby mi się dzisiaj. Na odstresowanie. Odreagowanie. Czego? Rekrutacji.
We wtorek wiozę papiery na Politechnikę Warszawską. Zostałam przyjęta na Geodezję i kartografię. I się bardzo z tego powodu cieszę.