30 05 2008

Marzenia schowam gdzieś…
Pragnienia zepchnę na serca dno…
Nadzieję wyrzucę daleko…





Wezwanie

30 05 2008

Chrzestna właśnie dzwonił z pytaniem czy by mi się nie chciała przyjechać dzisiaj na wieś… Sama nie wiem… Boję się? Trochę. Podobno jest lepiej. Prawie dobrze. Ale wciąż jest ryzyko. NO risk – no fun? Tak, ale nie w tym przypadku… Co mam robić? Może pojadę. Najwyżej jutro wrócę. Po niedzieli pewnie zechcą siano zabierać. O ile wyschnie… I co, znowu mam jechać? Heh… Ambitna robota, nie? A chciałam sobie coś na wakacje tutaj znaleźć. Zarobić jakąś normalną kasę. Żeby mieć coś swojego na studia. Z nimi jak zawsze się uda…

A tutaj? Nastroje nieciekawe. Siedzieć cały dzień w domu mnie nie urządza. Wyjść gdzieś? Nie dam rady. Biodro mnie skutecznie przykuwa do siedzenia. Zobaczymy czy po weekendzie będzie dalej bolało. Heh… To będzie znowu tak jak z tym moim mdleniem kiedyś. Do lekarza to ja się wybieram jak sójka za morze. Tak jak i wtedy, tak i teraz zapewne sporo wody w Wiśle upłynie nim w przychodni się zjawię. Jakoś mi nigdy się nie spieszy… Przyszło to i przejdzie, nie? ;) A jak nie to trudno…

Miłego dnia.

13.41

Najpierw dzwonią, proszą żeby przyjechać, nakazują kupić to i owo, a później jakby nigdy nic odwołują wszystko. Kurwa mać… Cyrka na kółkach. To teraz się nie zdziwcie jak mnie tam zobaczycie, o! Wkurzyła mnie ciotka. Najpierw dupe zawraca, a później wszystko zmienia. Wrr!