Straciliśmy przyjaciela, bo Łukasz się żeni

25 05 2008

Jeszcze godzinę temu miałam tyle do powiedzenia na temat tego weekendu. A teraz zastanawiam się co w ogóle mogę tu napisać…

Szczerze mówiąc nie przejawiałam wielkiej ochoty aby się tam pokazywać. Inaczej planowałam ten wieczór. Nie wyszło… Sądziłam, że będę się dobrze bawić w miłym towarzystwie. W rezultacie towarzystwem byli bracia, rodzina, Karolina, Paulina… Heh… Mam pecha? Nie. To moja własna pieprzona głupota. Albo nierozgarnięcie. Jakbym wtedy w czwartek się zorientowała kto do mnie pisze smsa, a nie jedynie przez domysł odpisywała, to byłoby inaczej… Cóż… Pozostawię bez komentarza.

Przetańczyć z Tobą chcę całą noc…

Ale chciałam się zabawić. Odstresować. Zapomnieć o tym wszystkim. Heh… Przy pierwszych piosenkach myślałam, że tam polegnę. Patrzeć na tańczące pary łapałam gigantycznego doła. Tym bardziej, że przy stole gadka też szła średnio, bo nie znaliśmy się. Ogólnie pierwsze 2 godziny lepiej byłoby zapomnieć.

Hmm… Miejsce miałam fajne. Bo przy samej parze Młodej niemal. Tyle, że miałam wyznaczone krzesło na brzegu stołu, więc ciężko było nawiązać komunikację z innymi ludźmi siedzącymi w dalszej części stołu, zważywszy na to, że oni się znali i mieli wspólne tematy. Zresztą nie ta grupa wiekowa (dzielił nas co najmniej czas studiów, albo i więcej), no i nie ta kategoria trunkowa…

A skoro już o tym mowa… Misiek cały czas latał z wódką i namawiał wszystkich do picia. Ja tam jak tylko siedliśmy do stołu odwróciłam kieliszek “do góry nogami”. A moja stanowczość ich skutecznie przekonywała, że i tak nie warto go odkręcać i napełniać. Noo… Z racji, że odwrócony kieliszek miał w dnie wklęsłość to Misiek nalał do tego zagłębienia czystej… Hmm… Stało to tak aż to końca wesela… Jak wódki pić nie chciałam to zaczął namawiać na wino. 15 min siedzenia przed kieliszkiem (tym małym, na wódkę) było trochę żenujące. Kultura, bo powiedział, że nie namawia do picia, wszystko żarty. I dobrze. Nie mam zamiaru tego pić.
Niektórzy trzymali poziom. Inni nawalili się, że raczej się nie kontrolowali. Ale zabawni byli. Łukasza pouczenia o jeździe po “trzeźwemu”, te wszystkie dowcipy, historie jaki to Karol jest wolny… Były chwile miłe.

Ale za rok będzie lepiej. Będzie tak jak sobie to zaplanuję. Na pewno. Do trzech razy sztuka. Raz studniówka, dwa wesele Małego, trzy wesele Karola. Tyle, że to dopiero w kwietniu. Ale wtedy sprawy nie spierdolę. Nie mogę…

Dzisiaj były poprawiny. Z Stoku Ruskim. Grill pod namiotem. Sympatycznie, chociaż pogoda średnia, bo wietrznie. Ale czułam się jak u siebie, bo pani Trochimiak traktowała mnie jak kogoś bliskiego… Karolina jest do niej podobna. Pod względem charakteru. Sympatyczna, miła, towarzyska, wygadana. Łukasz będzie miał z nią dobrze. Mam nadzieję i tego im życzę.

Jutro mamy na wieś jechać. Może też grilla zrobimy? Jak pogoda dopisze. Nie wiem czy tam zostanę. Muszę zobaczyć najpierw jak sytuacja wygląda. Chciałabym, ale warunki muszą być dobre. Jak nie to pod koniec tygodnia zajadę, bo będzie poświęcenie pól to muszę tam porządek jeszcze zrobić. Trawę wykosić, pomóc cioci posprzątać, przyszykować ołtarz… Takie tam… Wszystko jutro się okaże. Na razie niewiele wskazuje na to, żebym tam miała jutro zostawać…

A zdjęcia będą później, bo sporo ich jest i załadowanie na Picase trochę czasu zajmuje. Ale jutro proponuję zajrzeć tam, bo dzisiaj połowa się nie zdąży nawet wrzucić (chyba że na nockę zostawię…)