Ciasta zrobione. Dwa serniki i jedno cytrynowe. Jutro ma Karol po sernik i ciacha przyjechać.
Koło 19 przyjeżdża ciotka ze Śląska. Na wesele oczywiście. Sama, bo wujek ma pracę, a Jacek w szkole aktorskiej główną próbę przed jakimś spektaklem. Ona sama, a i tak będzie trzeba trochę się poprzenosić, żeby dobrze było spać. Ech… Mieszają.
A wieczorem… Hmm… koncert. Premierowy występ kapeli Piekarnia. Odbędzie się w klubie Krowa na Golasa. Jazz i blues. Ciekawie może być. A i towarzystwo będzie miłe ;)
Jutro dziwny dzień. Rano do fryzjera. Koło 13 trzeba się już szykować… O 14 wyjście od Młodego. O 15 ślub w św. Teresie. A później wesele w Białym Kamieniu w Mordach. Staram się wierzyć, że będzie fajnie. Będzie na pewno, jeśli nie będę sama, a to jeszcze stoi pod znakiem zapytania. No a jak sama… to się okaże. Wtedy postaram się jakoś bawić. Czas pokaże jak to wyjdzie.
Póki co wieczorem chcę naładować trochę swoje baterie, żeby przetrwać jutrzejszy atak disco ;P