Zaczynam uzależniać się od tych spacerów. Jak siedzę pół dnia w domu to mnie nosić zaczyna… A tak, wyjdę, pochodzę, zdjęcia jakieś porobię. Dzisiaj dwóch kolesi z samochodu do mnie machało, żeby im zdjęcie zrobić. Fakt, ludzie dziwnie na mnie patrzą jak chodzę z aparatem w łapie po mieście, ale takie sytuacje są miłe. I zabawne. A przy okazji zmoknąć można…
Kiedyś przejadę się na jakimś samochodzie… Wczoraj ledwo się zdążyłam zatrzymać, bo bym na masce wylądowała. Oczywiście to było przez moją głupotę, bo wyszłam zza budynku a nie chciało mi się zatrzymywać przed pasami. A że koleś nieźle pedał cisnął to by kierownicą nawet nie zdążył skręcić… A dzisiaj mama mnie za rękaw zatrzymała. Chociaż dzisiaj to i samochód by się zdążył zatrzymać… Ja tam się z tego wszystkiego śmieję. Nie to że chcę zginąć, no bo właściwie nie, ale takie akcje mnie rozbawiają…
“Kto żyje bez szaleństwa,
mniej jest rozsądny, niż mniema.“
Francois de la Rochefoucauld