Wiecie co mnie wkurwia w mojej rodzinie? Że zmuszają mnie do jedzenia. I mają gdzieś to że nie jestem głodna i zjem za godzinę. Nie no bo co, oni muszą postawić na swoim oczywiście. A w dupę się pocałujcie! Jak nie chcę to mnie do niczego nie zmuszą i O! Nosi mnie gdy za argument biorą moje omdlenia. “A to zaraz mdleć będzie, a to słabo…” z tą głupią ironią w głosie. I co z tego? Ja zemdleje i to będzie mój problem! Jak tak przeszkadza to olejcie! Wrr!!! Stop. Bo zaraz kogoś w domu opierdole za nic. Uf. Wkurzyła mnie babcia tym. Szczęściem jeszcze panuję nad sobą, bo nie chcę na nią krzyczeć… Ale rozwalają mnie ich gadki. Bleh…
Nerwowa jestem. Jak cholera…