Pielgrzymka maturzystów… Ciekawe… Choć chciałam, żeby taką była, niestety jakoś to do mnie nie trafiło… Można by rzec zwykła wycieczka… Nie twierdzę, że olałam wszystko, bo niektóre słowa wbiły się w podświadomość mocno, ale jednak nie tak to miało wyglądać… W każdym razie źle nie było. Miło. Sympatycznie. Dobre towarzystwo. Ciekawe miejsce…
Od strony bardziej formalnej… Wypadło słabiej niż w ubiegłym “2000-poprzednim” roku ;) 1. Sama podróż zajęła więcej… dużo więcej. 2. Pogoda była gorsza, choć to nie od nas zależne. 3. Czemu tak mało śpiewaliśmy? W tamtym roku ochrypłam, a w tym… Ble…
Ogólnie dziwnie się czuję. Niedawno się obudziłam. Jakieś 3h snu w autokarze i 3h przed chwilą w łóżku. Ale czy teraz czy wcześniej, ciągle kręci mi się w głowie. Dobrze, że mam tu oparcie bo bym glebnęła… Mam problem z utrzymaniem wzroku w jednym punkcie… Do dupy to…
Licealista topić to nie mieliśmy zamiaru. Szwedzi raczej też obrali inny cel swoich odwiedzin Jasnej Góry w 1655 niż topienie… ;) Ale cóż… do potopu to było podobne, jak i co roku, bo zawsze miesiąc przed maturą wszystkie 3klasy lecą przed obraz Pani Jasnogórskiej… Trochę to głupie, bo jak trwoga to do Boga… Wydaje mi się, że jeśli chcemy o coś Boga poprosić to nie musimy jechać paręset kilometrów, lecz nawet w domowym zaciszu porozmawiać z Nim.
Skem dziękuję. Wiesz, chyba wszyscy to traktowali jako zabawę a nie poważną, jak nie patrzeć, pielgrzymkę. Ale cóż, nie było źle…
