Marta?

30 01 2008

Marta, Marta, Marta… Ja. A właściwie tylko imię. Tylko? No może nie, bo i charakter się z tym wiąże… Ale nie to mi chodzi… Marta. Imię nadane przez rodzicieli przy chrzcie. I za co? Za to tylko że byłam łysa? (:P) Nie wiem… Bądź co bądź – nie lubię swojego imienia. Jest takie twarde… szorstkie… Marta. Tak poważnie to brzmi… Tak gniewnie. Niby lubię jak ktoś się do mnie zwraca w jakiś sposób tak że wiem że to do mnie, ale nie po imieniu. Nie w taki sposób… Marta… Bleh… Jeszcze jakieś zdrobnienia czy coś… W tłoku ujdzie… A co jest najśmieszniejsze, wcześniej tego nie zauważałam. W szkole brzmiało to tak normalnie, jak imię każdego… Ale teraz, w rozmowie… Jakoś dziwnie brzmi… Nie wiem…





Wieczór w 5ciu Sztukach

27 01 2008

Mmm… Z każdej strony do umysłu napływa potok muzyki. Gitara, perkusja, gardłowy głos… Dla tych brzmień można dać się poobijać przez walający się tłum dzieciaków. Pogo? Hmm… Może raczej niekontrolowane skoki, przepychania i nie wiem co jeszcze… Niebezpieczne, nawet będąc w glanach, aczkolwiek ciekawie wygląda… I przychodzi pora gdy muzyka uspokaja. Zajmuje się wygodne miejsce gdzieś w kącie, opiera głowę o ścianę i odpływa… Mogłabym zasnąć… Ale nie. Nie można stracić tych chwil. Uśmiech sam przychodzi. Sam z siebie, bez powodu… bo i z czego się cieszyć? Ale jest miło. W oczach błyszczy fascynacja. Ta muzyka… Z tego zapatrzenia czasem wyrywa jakiś głos wrzeszczący do ucha. O co chodzi? “Nie, nie chcę piwa. Nie piję.” Ale czegoś bym się napiła… “Sok jabłkowy proszę.” “Nie, weź piwo, piwo! Jedno Ci nic nie zrobi.” Uśmiech znowu się pojawia. Przymulający wpływ alkoholu widać od samego początku, ale przecież jest impreza… Ja jednak pozostanę przy soczku… Coś do mnie mówi, ale nie do końca go rozumiem… Kulturalny, mimo że ledwo stoi. Powrót na salę i od razu czuć ten specyficzny zapach koncertu – fajki, piwo i pot… Zwala z nóg. Są momenty, że muszę się czegoś trzymać, bo połączenie mocnej muzyki i tej aury nieco przytłacza… Ale trzymam się. Muszę. Nie chciałabym, żeby mnie ktoś wynosił… Ostatnia piosenka? Już? Szkoda… Mogłabym tak trwać bez końca… Trzeba się zbierać trochę wcześniej, później wszyscy będą się tłoczyć. Jeszcze chwila. Moment. Do końca piosenki. Proszę… Kocham te dźwięki… No dobrze, chodźmy… Znowu uśmiech. Zgniotły kolesia drzwiami. Też się uśmiechnął. A na zewnątrz… Niczym uderzenie podmuch wiatru. Orzeźwienie. Powrót do życia. Lecz muzyka w głowie wciąż gra… I grała będzie długo… Do następnego koncertu…





Kobieta

25 01 2008

“Od grzechu zaczął się jej świat, a że Bóg ją stworzył, a Szatan opętał – jest więc odtąd po dziś dzień raz grzeszna a raz święta, zdradliwa i wierna, dobra i zła. Daje rozkosz i rozpacz, przez nią uśmiech i łza. Jest jak gołąb i żmija, jak piołun i miód, jak anioł i demon, jak upiór i cud, i szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna. Jest początkiem i końcem -
KOBIETA – aha!”

Tak, tak panowie. I Wy o tym doskonale wiecie. Więc z serca radzę trzymajcie się z daleka, bo choćby chciała Waszego dobra, to i tak sztyletem nieraz przeszyje Wasze serce. Każda. Bez wyjątku.





Wrr

23 01 2008

Kurwa mać! Pieprzona menda! Wrr…! Szlag mnie trafi przez niego kiedyś! Albo ja go wcześniej trafie, że się nie podniesie nigdy!





22 01 2008

Być zagadką, której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas





Siedlce wieczorem

21 01 2008

obraz-033.jpg




Pff…

20 01 2008

Uważacie mnie za samobójczynię? Pff… Przesadzacie trochę. Jakoś jeszcze nie planuję rzucić się pod tira… Nie użalam się nad sobą. Żyję. Cieszę się tym co mam, choć niewiele tego jest. Są ludzie, z którymi mogę rozmawiać, przebywać… Nie separuje się od świata. A że góra do Mahometa nie przyjdzie… Trudno. Mahomet sobie poradzi bez góry.

A że się przejmują… Kurwa… a wy się niczym nie przejmujecie? Tak wszystko macie w dupie? Pozazdrościć… Jak umiecie tak, to pożyczcie skalpel, wytnę sobie serce i też nie będę się niczym przejmowała. Pieprzona znieczulica… Tak źle że się przejmuję tym co się dzieje wokół mnie? Że martwię się o ludzi mi bliskich…? Może o niektórych niepotrzebnie, ale jakoś inaczej nie umiem. I wiecie co? Mi z tym dobrze. Super wręcz. Bo przynajmniej wiem, że kiedyś nie będę miała wyrzutów sumienia, że olałam ludzi, którzy potrzebowali pomocy albo wsparcia.

Wy mnie nie znacie… Nawet nie wiecie, że czarne myśli mnie nigdy nie opuszczają, mimo że jestem szczęśliwa. Fatalizm? Nie. Sarkazm. Z którym mi do twarzy. Bez tej chorej ironii nie byłabym sobą…





pisk opon i booom…

17 01 2008

Co jakby samochód mnie wziął na maskę…? Przez ostatnie dni dwa razy hamowały przy moich nogach… Ciekawe co by mi zrobił…?





Takie tam

16 01 2008

Bleh… Dziwne to życie… Bezsensowne bym rzekła… Ale nadzieja trzyma i to bardzo mocno…