Warto by uprzedzić, że nie jest to zbyt ciekawa notka. Jest tak… a zresztą.
Hmm… Może byłam zbyt uparta. Zbyt zrażona. Ale… coś pękło. Zmieniłam zdanie? Może nie do końca. Aczkolwiek nie podchodzę do tego już tak… rygorystycznie. O co chodzi? Alkohol jest dla ludzi. Tak, wiem. Ameryki nie odkryłam. Ale to stwierdzenie jest dosyć znaczące biorąc pod uwagę, że jeszcze niedawno byłam wrogiem alkoholu. No, nie żebym teraz sama piła, ale już nie uważam tego za wielkie zło. Hmm… Wciąż nie rozumiem czemu ludzie nieletni, tudzież “letni” ale od niedawno, piją… i to piją w dużych ilościach. Alkohol jest dla ludzi. Ludzi inteligentnych. Reszta? Cieszcie się jeżeli nie wiecie jak jest…
Jak jestem na wsi to sporo chodzę polnymi drogami. Naokoło zabudowań. Po łące. Ładnie tam jest. W naszej wiosce jest 17 gospodarstw. Z czego 2 są opuszczone już, a inne 2 zamieszkiwane czasowo. Tak się składa, że wszystkie te cztery domostwa otaczają nasze. Układ wsi jest w kształcie litery T. My mieszkamy na prawym “ramieniu”. Obok Skolmoscy (czasowo), z drugie strony niegdyś mieszkał wujek Roman, po drugiej stronie Gawinkowscy kiedyś mieszkali, i Walczukowa (czasowo). Skolmoscy od czasu śmierci Zygmunta przyjeżdżają tylko w wakacje. Gawinkowscy? Wiesiek zmarł dawno temu, jego żona poszła do jakiegoś faceta, raz na jakiś czas przyjeżdża tu Robert. Walczukowa bywa większość roku. Wujek Romek? To brat cioteczny mojego wujka u którego mieszkam. Zmarł bodajże 3 lata temu? Rok wcześniej jego ojciec. Nie był kawalerem. Miał rodzinę. Żonę. 2-ch synów. Tylko, że żona nie chciałam mieszkać na wsi. Rzadko tu bywała. Była zawsze w wakacje. Kiedy Romek zbierał porzeczkę. Kilka hektarów owocu, na którym zbijał niezłą kasę. Ciocia Jadzia czuła kasę to przyjeżdżała. A on? Cóż… dawał jej pieniądze, bo kochał synów. Zmarł w nędzy. Z dala od rodziny. Z dala od świata. Gdyby nie mój wujek i ciocia pewnie zmarłby w domu i nikt by o tym nie wiedział. Oni wiedzieli o nim więcej niż jego żona. Pomagali. Wspierali. Byli… Niestety nie mogli go zmusić do wizyty u lekarza. Nigdy u żadnego nie był. Cukrzyca go wykończyła… A żona? Zrobiła wielkie widowisko sprzedając niedługo potem cały sprzęt gospodarstwa. W dzierżawę oddała ziemię. Mogła, bo Romek wcześniej przepisał ją na starszego syna. Chciał wziąć rentę strukturalną. Ale wiedział, że wszystko to pójdzie w pizdu. Dzierżawca pierwszego roku nic nie zrobił. Drugiego wykarczował wszystko. Teraz sieje zboże. Przy drodze zostało niecałe 0,5ha młodych krzaków. Słów nam brakowało gdy jechał dwoma kombajnami do tego kawałka… Porzeczka w tym roku była po 3zł. Wujek Romek by wziął… kilkaset tysięcy PLN. To nie chodzi o tą kasę. On nie musiał umierać. Gdyby ona się interesowała nim byłoby inaczej… Łzy się cisną do oczu… Tak nie musiało być…
Nie znoszę upałów. Temperatura idealna to max. 25 stopni. Wyżej? Rozpuszczam się. Albo smażę jak skwarka… We wtorek się spaliłam. A może inaczej… Poparzyłam. Da się zawładnąć nad tym bólem? Da… Trenuję właśnie silną wolę. Ciężko idzie, ale jakoś do przodu.
Zapamiętać
1. Jadąc rowerem nie zamykać oczu na dłużej niż 3 sekundy, gdy poruszam się często uczęszczaną drogą.
2. Jadąc rowerem nie pisać smsów. A jeśli już to jechać prosto i przy brzegu drogi – nie slalomem. (Dlaczego? We wtorek gdy wracaliśmy z sianokosów z pola jechałam przodem rowerem. Tego dnia rano na drodze sypali żużel zasypując dziury. Te kamyczki wpadają pod błotnik, łańcuch i inne części roweru. Dlatego też jechałam dość mocnym slalomem. Powoli, bo smsy pisałam. Wszystko w połączeniu dało nieciekawy obraz, bo mogłam wyglądać jak nawalony człowiek jadący do/ze sklepu. Ale tak sobie jadę po szerokości całej drogi, pomalutku, ale do przodu. Nagle coś mnie tknęło, żeby sprawdzić czy coś nie jedzie. “O kur…” W odległości jakichś 10m za mną powoli jechał samochód. Nagły manewr w prawo i jechałam już prosto, chociaż nie porzuciłam pisania smsa. Kierowca od razu przyspieszył… Albert jechał. Ma się to wyczucie czasu…)
3. Nie opalać sie. Nie na takim słońcu. Nie tak długo.