Wakacje

28 06 2007

Taak… Wreszcie. Upragnione zawsze wakacje… Wiem. Wakacje zaczęły się już 22 czerwca. Ale nie dla mnie. W prawdzie świadectwo odebrałam wtedy, nie wygląda źle, ale w dniu dzisiejszym, tj czwartek, miałam jeszcze egzamin z niemieckiego w szkole językowej. Niby nic wielkiego, ale cóż… Głupio mieć najmniej punktów ze wszystkich. Nie było tak źle. Niezbyt trudne. Napisałam wszystko. A czy dobrze to się okaże w przyszłym tygodniu.

Jutro wyjeżdżam. Zabieram się z Karolem. Mam nadzieję, że będzie miał miejsce w samochodzie, żeby zabrać moją kolarzówkę. Oj… Jeśli Rafała góral się zmieścił, to i mój rowerek wejdzie. Niby w Siedlcach też jest gdzie jeździć, ale to nie to samo co po bezdrożach. Ostatnio byłam kilka razy nad siedleckim zalewem. Rekreacyjnie, tudzież w jakimś celu. Ale… i tak i tak wychodziło na to, że byłam sama. Trudno… Mam czego żałować? To ktoś inny chyby powinien odpowiedzieć na to pytanie. Nie mam żalu. Po prostu ludzie są zbyt… zajęci.

Jedyna nadzieja pozostaje w Rubikonie. Staram się wierzyć, że się odbędzie w następny weekend i że wtedy nie będę sama… Echh… Ciężka ta wiara, oj ciężka.

Cóż mogę więcej pisać? Wrócę… hmm… może za tydzień. A później na pewno około 20 lipca. W ogóle w te wakacje częściej będę tutaj zaglądała. Znaczy do Siedlec. Trzeba trochę babcię odciążać. A i siebie przy okazji, bo coś czuję, że trudno będzie wytrzymać te 2 miesiące… Ale jakoś to będzie. Wakacje zawsze są fajne. No prawie… Małe wypadki z którymi trzeba walczyć też się zdarzają. Szczęściem nie ja wychodzę z tych walk poobijana. Co najwyżej wkur…zona.

Życzę wszystkim udanych wakacji. Odpoczynku. Kasy. Po prostu szczęścia…

Nr komórki ma sporo osób. Jeśli kto zechce to niech dzwoni, bo innego kontaktu miała nie będę przez ten czas. Cya





Chwila

25 06 2007

Z głośników sączy się Apocalyptica.
W ustach rozpływa się czekalada.
W umyśle nastaje spokój.
Oczy się same zamykają.
Trwaj chwilo, boś piękna!
Mmm…





Walka

25 06 2007

Przyjaźń.
Na dobre i na złe.
Nie.
Koniec z okłamywaniem siebie.
Trzeba uważać na słowa.
Nie rzucać ich na wiatr.
Nie ufać zbyt wcześnie.
Nie robić nic na siłę.

Już nigdy nie będzie tak…
Nie będzie tak jak kiedyś…
Czas liczyć tylko na siebie.
Moje życie.
Moja pustelnia.
Moja walka.





Poznaj mój świat cz.3

24 06 2007


Następnym razem postaram się, żeby patrzyła w obiektyw ;)

Słodkość…





Poznaj mój świat cz.2

22 06 2007





Życie

21 06 2007

Płonie ognisko i szumią knieje…

Wczorajszo-dzisiejsze ognisko udało się pomyślnie. Miałam jechać moją kolarzówką, ale rodzice nie pozwolili wracać w nocy rowerem. Dlatego też, ok. 19 tato zawiózł mnie samochodem do Krześlina. Zajeżdżając przed plebanię minęliśmy Izkę i Magdę. Gdy już dotarliśmy na miejsce, ludzie szykowali palenisko. Janek, Dorota, Radek, Łukasz i długowłosy koleś. W tyle reszta ekipy brzdąkała na gitarze i bongosach. Wspomnianym kolegą okazał się brat Anki, Michał. Na pierwszy rzut oka było widać, że słucha dobrej muzyki, toteż nie mieliśmy problemu z dogadaniem się. Cały wieczór i noc upłynęła w cudownej atmosferze. Zdarzały się moment, że nie wiedziałam co się dzieje… Nie, nie. Nie narąbałam się. Tylko jak śpiewali jakieś piosenki o miłości to słyszałam tylko swoje myśli, a przed oczami… A, nieważne.

To już jest koniec
Nie ma już nic
Jesteśmy wolni
Możemy iść

Koniec roku szkolnego. Wakacje. Zawsze całe wakacje spędzaliśmy na wsi. W tym roku chyba tak nie będzie. Babcia się słabo czuje, a i nadwrażliwa jest ostatnio. Po za tym trochę sprawa będę miała tutaj, w Siedlcach.
W tym tygodniu, albo w poniedziałek tato pojedzie. A z racji tego, że w czwartek mam egzamin z niemieckiego to chyba pierwszy tydzień posiedzę tutaj. Później na tydzień na wieś. Na następny weekend, 7-8 lipca może wpadnę. Muszę. Rubikon będzie. Mam nadzieje, że Maciek przyjedzie… Później 21 bodajże to wesele mamy. Może tato z Heńkiem wrócą. Wtedy jeśli by tato dostał wolne to pojedziemy albo do Austrii, albo w nasze polskie góry. Jeszcze mamy parę miejsc do zaliczenia. Może jakoś będzie trzeba do Dejnek wpaść. Zobaczymy… Ale plany z pierwszych dwóch tygodni muszą być zrealizowane! Muszą. Później niech się dzieje co chce…

Czasami wolę być zupełnie sam
Niezdarnie tańczyć na granicy zła
I nawet stoczyć się na samo dno
Czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk

Nie. Nie lubię być sama. Wtedy zawsze częściej widzę szczęście innych. Echh… A moje? Nie ma. Nie dane mi jest być szczęśliwą. Wczoraj przy tym ognisku były momenty okropne. Niby ogień grzeje w twarz, ręce… Ale w środku jest zimno. Lód spowija serce…





Nadeszły deszczowe dni

19 06 2007


15.06.07r 18:57


16.06.07r 14:07





18.06.07r

18 06 2007

Ostatnio częściej uśmiech gości na mojej twarzy. Życie się zmieniło? Chyba nie. Po prostu mam lepszy nastrój. Nie mówię, że zawsze, ale… często. Miło jest. Jest z kim pogadać. Można gdzieś wyjść. Wiedziałam, że tamten stan nie może trwać wiecznie.
A i Rubikon co raz bliżej. Organizacja pozostawia wiele do życzenia, ale co tam… To się nie liczy. Liczą się ludzie. A w zasadzie jeden człowieczek ;) Mam nadzieję, że będzie, bo jeszcze nie potwierdził obecności… Hmm… Warto marzyć. Czasem te marzenia się spełniają…

Zawsze jak mijam ludzi to patrzę im w oczy. One mówią wszystko. Od dosyć dawna często na swoim osiedlu, tudzież wracając do domu, mijam na swej drodze ciekawe osoby. Ciekawe pod względem zewnętrznym. No bo jakim niby? Nie znam ich charakteru. Chociaż spora część tych ludzi słucha przynajmniej dobrej muzyki – to widać. I właśnie to mnie trochę śmieszy. Dzisiaj na przykład – tuż przed swoim blokiem widzę zmierzającego w moją stronę długowłosego osobnika płci przeciwnej. Buźka nie brzydka, postura w miarę. Ja patrzę na niego. On patrzy na mnie. Wciąż idziemy przed siebie. Najtrudniej utrzymać mi powagę w ostatnim momencie, gdy się mijamy. W tych oczach widać jakby chłopak chciał się zatrzymać, coś powiedzieć, ale nie może… To jest takie… przykre wręcz. W ich oczach widać pojawiający się uśmiech, ale niemoc czynu. Czasami na prawdę ciężko mi jest się powstrzymać od śmiechu. Noo… są czasem chwile kiedy uśmiech jest wręcz wskazany. Wtedy to panowie (bo do pań się nie uśmiecham), ośmieleni również się uśmiechają. Niestety żaden nie okazał się na tyle odważny żeby zagadać… A szkoda…





Słońce

15 06 2007

Cześć.
Hey.
Co słychać?
Dawno nie rozmawialiśmy.

Co było, to i jest.
Jak się trzymasz?
Dobrze.
Radzisz sobie?
Oczywiście.
Jak zawsze.
Ale…
Co?
Nie zawsze sobie radziłaś.
A czy to coś zmienia?
Wiele.
Hm, więc potrafisz to zmierzyć?
No… nie.
Właśnie.
Czemu taka jesteś?
Jaka?
Zimna…
Taka ma natura.
Nie bez powodu mówiono do mnie Księżyc…
Zawsze?
Nie. Byłam też Słońcem.
Czemu wciąż nie jesteś?
Wypaliłam się.