“A psik”

25 02 2007

Zarazki krążą wszędzie. Niestety nieuchronnie dotarły do mnie od… Dinven (dziękuje bardzo).
O czym mówię? “Chodzi o to, by podać 5 faktów o sobie, nie znanych szerszej publiczności.”
Więc tak po kolei…:

1. Po urodzeniu, lekarza tudzież pielęgniarka, wyłamała mi nogę z biodra, tak iż przez pół roku miałam taki dziwaczny aparat sprawiający, że moje kończyny dolne było usztywnione prostopadle do korpusu ciała.

2. Kiedy byłam młodsza, zresztą teraz też często tak jest, miałam fory u dziadków i rodziców. Byłam najmłodsza, a do tego jedyną dziewczyną ;] Wiele korzyści z tego płynęło. Zawsze gdy tylko coś mi się nie podobało to leciało się do starszyzny rodowej i po kłopocie.

3. Jestem strasznie wybredna co do jedzenia. Nie powiem że byłam rozpieszczana, ale mama zazwyczaj robiła to co lubiliśmy jeść. Nie lubię jakichś wynalazków kulinarnych. Tradycyjne polskie potrawy. Aczkolwiek nieznosze tłustych rzeczy. Nawet jeśli w szynce jest pasek tłuszczu to go wywalam ;)

4. Nie lubię się śmiać. Nie wiem czemu, po prostu nie lubię.

5. Całe życie to gra pozorów. Tworzenie postaci jaką chcą widzieć ludzie we mnie. Niech nikt się nie łudzi, że zna mnie dobrze, bo drugiego oblicza nigdy nie pozna.

A psik… Zarażam Dorotę, Magdę i Plastusia (tak na rozruszanie bloga)

Pozdrawiam.





Koniec?

19 02 2007

Mój świat zamiera?
Tak.
Ten świat umiera.
Co raz mniej ludzi w nim żyje.
Więc jaki sens w nim być?
Po co to dalej ciągnąć?
Niewarto…





16.02.07r

16 02 2007

Kiedy pojawi się Ktoś obok,
Kto obejmie w chłodne dni?

Nikt nie odpowiada.
Nikogo nie ma…





Życie

14 02 2007

Życie.
Droga.
Idziemy nią codzień.
Co przede mną?
Rozwidlenie.
W którą stronę pójść?
Co robić?
Tak dużo możliwości….
Którą wybrać…?
Nie wiem co począć…
Mętlik w głowie…

Panie,
Podaj mi Swą dłoń
I prowadź prosto.





11.02.07r

11 02 2007

Zdycham. Ja w wakacje nawet tak zmęczona nie byłam… (qrde, po cholere tu w ogóle siedze, zamiast się położyc?!)
Niedawno wróciłam z Borków Kosów. Ciekawie było. 47 ludzi. Ok 23 z naszej szkoły/chóru, a reszta z Krześlina i okolic. Niestety towarzystwo to było w wieku 13-16l. Czemu niestety? Bo trzeba było być baaaardzo cierpliwym w stosunku do nich. “Wychowywanie”. Czemu to zawsze dziewczyny muszą wychowawać chłopaków? Cóż… Trzeba było im wyrabić trochę kultury. Do nas nie mówili “baby” (chociaż czasem im się wyrywało), ale “kobiety” kładąc na to szczególny akcent, aby pokazać że pamiętają. Przy jedzeniu też musiałyśmy ich trochę podszkolić, zwłaszcza gdy zaczęli nalewać sobie zupę, a ja z koleżanką siedziałyśmy obok. Po moim stwierdzeniu “Bardzo wysoki poziom kultury” zaproponowali nam zupę ;) Ogólnie mili ludzie, chociaż zdarzały się wyjątki.
Hmm… Dawno tyle nie grałam. Po pierwszym moim uderzeniu przeszedł tylko ciszy szmer “wow”. Ale fakt, tam przynajmniej warunki były zajebiste. Sala wielka, nowiuśka… Mmm… Miodzio ;) Nie było krat w oknach, ale szyby mocne były. W sobote wieczorem zagraliśmy meczyk. Ja i 3 młodzików vs. 4 równie młodych gości. W prawdzie ja dołączyłam jak było już 6:1 ale brawa się posypały, gdy strzeliłam gola ^^. Przed wyjściem jeszcze tura karnych. Na bramke stanął Karol. Pierwsza strzelała Karolina. Rozbieg to chyba z 7m wzięła… No i cóż, mimo że w piłkę trafiła, to piłka w bramkę nie trafiła. Druga byłam ja. “Nie trafisz” – usłyszałam tylko od bramki. Roześmiałam się. Stanęłam kilka kroków od piłki. Puki zdąrzyłam się ruszym “nauczyciele” zaczęli pouczać, żeby nie kopnąć z czuba, ani nie brać długiego rozbiegu. Wyśmiałam ich :P Chwila ciszy. Spojrzenie w oczy bramkarza. Boom. Odbiła się od jego nogi i wpadła do bramki. Uderzenie było piękne, po ziemi (co w moim przypadku jest dość rzadko spotykane, bo mam tę/endencje do odchylania się do tyłu). Dzisiaj też sobie pograliśmy… Śmiechu było dużo. Rzucaliśmy się tymi piłkami po sobie nawzajem, czasem ktoś od kogoś w głowe, albo w tyłek dostał ;) Robert jak się wkurzał na małych to ich piłką trafiał, a należy zauważyć że on miał najmocniejszego kopa ^^. Słodkie było jak piłkę odstępowali… Tak powoli puszczali ją ziemią, żeby doleciała w odpowiedniej odległości ode mnie. Miło…

Ogólnie nie żałuje wyjazdu. W prawdzie kusił mnie piątkowy koncert, ale nie żałuje wyboru. Fajni ludzie. Rozgarnięci jak kupa siana, ale fajni :)





06.02.07r.

6 02 2007

Dzisiaj wróciłam ze wsi. Dziwnie się czuję. Jakoś nie chce mi się nic gadać. Trochę się odzwyczaiłam od widoku za oknem, więc sporo czasu spędziłam siedząc przy parapecie i wpatrując się w… Właśnie, w co? W domy? Samochody? Ludzi? Niebo…? Może… Sama nie wiem. Co widziałam? Nie pamiętam… Melancholia. Mnóstwo myśli w głowie. Niepotrzebnych myśli. Chyba za dużo czasu poświęcam na rozmyślanie. Przeszłości nie zmienie, więc po co ją rozpamiętywać? A może wyciągne z niej jakieś wnioski…? Podczas pobytu na wsi niewiele rozmawiałam, więc teraz jakoś ciężko mi wykrztusić z siebie cokolwiek… Życie w milczeniu jest ciekawe.

W piątek jedziemy na rekolekcje-warsztaty. Do Borków Kosych. Kolejne trzy dni po za domem. Może i lepiej, w końcu i tak dużo czasu tutaj spędzam w roku szkolnym. Z opowieści ludzi, z poprzedniego wyjazdu, zapowiada się to dość ciekawie. Zastanawiam się tylko czy ja, taki odludek, będę potrafiła się oderwać od rzeczywistości. Chyba jedynie podczas zajęć sportowych (o ile będziemy w coś sensownego grać).