31.01.07r

31 01 2007

Zmęczona jestem. Niby początek dnia a ledwo się na nogach trzymam. Zmęczył mnie wczorajszy dzień. Pojechałam z Aśką i Magdą do Marzeny. Fajnie było. Mingosy. Ładna, mała wioska. Zajechałyśmy ok. 9.30 Najpierw poszłyśmy do domu. Niezłą chate ma ^^. Duża i ładnie wystrojona. Obejrzałyśmy film – Jeździec bez głowy. Fakt, troche nie było atmosfery, bo za oknem widno, ale i tak interesujący film ;) Później przerwa – poszłyśmy na spacerek. Na górke. Hehe. Mieliśmy zjeżdżać na workach z sianem, ale zrezygnowałyśmy. Następnie poszłyśmy się przejść po lesie. Boziu… Puki się przebiłyśmy przez te zaspy… Hehe. Spodnie do kolan mokre ale luz. Kolejny film – Statek miłości. To było normalnie zajebiste! Śmiechu od cholery, bo fabuła świetna! Troche pogadałyśmy i do DVD wrzuciłyśmy jeszcze jeden film – Szósty zmysł. Takie troche nudne to było, jak na mój gust, ale dobre i to. Oczywiście od początku stół suto zastawiony (ciastem i sokiem, żeby nie było…). W międzyczasie dostawa pysznych kanapek :) Koło 17 mama Marzeny wcisnęła w nas obiad. Jejku, myślałam że do przystanku nie dojdę z takim obciążeniem ;) No ale jakoś dobrnęłam. Autobus się spóźnił, ale zimno nie było. Jak zwykle w tych warszawskich autobusach było nawet sporo ludzi. Większość młodych, przysypiających, słuchających muzyki. Siadłyśmy na tyle i przegadałyśmy całą podróż. Gdy wysiadałyśmy mniej więcej w połowie autobusu mijaliśmy jednego gościa (też słuchał muzyki), a z zewnątrz widać było że to tzw metal :) Aśka mówiła że sie każdej z nas przyglądał dokładnie jak wychodziłyśmy ^^. W ogóle jak wchodziłyśmy do autobusu i przechodziłyśmy na koniec to każdy się przyglądał z dziwną ciekawością. Ogólnie wyjazd udał się świetnie!

Wkurzyłam się w poniedziałek. Qrde! Nie dość, że ide prywatnie do lekarza, to jeszcze mam czekać 2 tygodnie na wynik badania, który i tak interpretuje lekarka, do której chodze! To jest normalnie wredne! Durna baba mogłaby troche ruszyć swoje 4 litery skoro się jej za to płaci! Wrrr…





Siewca Wiartu

29 01 2007

- Naprawdę myślisz, że robimy coś złego? Spójrz na mnie. Czy w oczach Jasności to, co się dzieje między nami, może być złe?
Daimon przymknął powieki, czując, jak ogarnia go fala głębokiej radości.
- Nie – powiedział cicho. – Nigdy. A nawet jeśli, to, cholera, co komu po takiej Jasności?
Ręce Hiji nurkowały w jego włosach, kiedy łagodnie próbowała rozczesać palcami czarne kosmyki.
- Masz pełno źdźbeł i suchych patyczków – powiedziała. – Uczeszę cię, dobrze? Chiałam to zrobić, odkąd cię zobaczyłam, wiesz? Niezbyt przyzwoita myśl jak na anielicę. To przez ziemską krwe. Skażone drzewo wyda skażony owoc. Więc po co się opierać przeznaczeniu? Zaraz, gdzieś tu rzuciłam grzebień. Usiądź.
Uklękła za nim, zaczęła delikatnie rozplatać gęste, czasne pasma, a Daimon z każdą chwilą nabierał pewności, że nie dba, co ma na ich temat do powiedzenia Pan lub jakakolwiek inna istota we Wszechświecie.
Jabłka pachniały przejmująco, las za starym murem ogrodu wydawał się wyznaczać koniec świata, o który warto dbać, a cała wyspa dryfowała po nieskończonej tafli błękitu. Cokolwiek znajdowało się poza jej obrębem, traciło realność do tego stopnia, że Daimon zapytał:
- Jesteś w stanie wywróżyć nadejście Siewcy?
Hija zagryzła wargi.
- Nie – szepnęła. – Moja moc tak daleko nie sięga. Ale proszę, nie mówmy o tym. Siewca budzi we mnie przerażenie. Nie przypominaj mi, że być może będziesz zmuszony stanąć naprzeciw niego. Siewca to nicość.
Uśmiechnął się.
- Nie bój się, maleńka. Tam, gdzie jesteśmy my, nie będzie żadnej nicości.
Twarz Hiji pozostała poważna.
- Nic nie mów – poprosiła, kładąc mu palec na ustach.
- Dobrze – przytaknął i wkrótce okazało się, że naprawdę niewiele już trzeba mówić.





26.01.07r

26 01 2007

Studniówka. W naszej szkole była 2 tygodnie temu. Nie, nie moja… Moja za rok. Ale czy faktycznie będzie moja? Alkohol, taniec i śpiew – tak to można streścić. Alkoholu nie pije. Abstynencja rulez! Tańczyć nie znosze. Trudno powiedzieć czy potrafie czy nie, ale nie lubię. Śpiew… Znaczy się muzyka – takiej jak tam jest puszczana to nie moje klimaty. Marudze? Wybredna jestem? Może, ale skoro mam się (dobrze) bawić to mogę chyba mieć jakieś uwagi.
Nie wiem. W tym roku jestem na NIE. Nie mam najmniejszej ochoty za rok iść na studniówkę. I może na razie mówię to troche w żartach i śmiejąc się, ale nie wiem co będzie w 3kl. Dzisiaj chociażby, gdy łaziłam z mamą po sklepach w poszukiwaniu spódnicy dla niej, mama oczywiście poczyniała sugestie co do sukienek. Twierdzi, że trzeba zacząć już się rozglądać i myśleć o tym. “A może nie będzie trzeba wcale o tym myśleć…” – moja odpowiedź. Gdybym miała studniówkę w tym roku to pewnie bym nie poszła. To po prostu nie jest impreza dla mnie. I niewiele mnie obchodzi, że mama chce żebym poszła…





18.01.07r

18 01 2007

Hmm… Wypadałoby coś napisać. Tia… Tylko co? Że czuje się jakbym umierała? A może, że odnoszę wrażenie jakby serce mi miało pęknąć…? Jedna cholera. Wcześniej się tak nie czułam. Nie tak często. Teraz to codziennie mnie serce boli. Ostatnio nawet mam problemy z utrzymaniem równowagi. Qrde, co mi jest?! Nie nienawidze niepewności! Choćby prawda była zabójcza to wolę ją znać niż żyć w niewiedzy! Dlatego też nie lubię tajemnic… Ychh… To jest okropne. To jeszcze 1,5 tygodnia takiej huśtawki. Znając życie i siebie dni te będą pełne atrakcji (czyt. wiele wizyt u pielęgniarki). Chce żeby to już się wszystko wyjaśniło. Niech powie, że jestem chora… czy coś… Cokolwiek…





Kochaj…

13 01 2007

Kochaj w zamian nie pragnąc zapłaty
Kochaj w gniewie, w chorobie, w radości
Kochaj słodki smak cukrowej waty
Kochaj miłosc dla samej miłości…





Normalność?

12 01 2007

Heh. Co w dzisiejszych czasach jest normalne? My… Czy my jesteśmy…? Ja…? Ty…?





11.01.07r

11 01 2007

Hmm… Noworoczna odmiana przyszła z tygodniowym opuźnieniem. Jaka odmiana? W prawdzie niewielka, ale… Jakby to określic – jestem mniej smutna, uśmiech jako taki powrócił… Sama nie wiem czemu tak się stało. Nie mam siły się już smucic. No dobra, są wciąż sytuacje kiedy wcale mi nie jest do śmiechu, ale w odróżnieniu do bliskiej przeszłości, jest ich mniej. Hmm… Może to nie tylko moja zasługa… Nie mam w sobie aż tyle samozaparcia, aby tak z dnia na dzień zmienic swoje nastawienie do świata. Ludzie… Pomocni są jak zawsze. W szkole codziennie jest mnóstwo sytuacji (chociażby na języku polskim ^^) kiedy to nie da się wytrzymac nie śmiejąc się :), albo na niemieckim kiedy to babka “miała ochotę na Monikę” ^^. A może zrobiłam to żeby mi było wygodniej? Bo skoro się tyle nie smuce to nikt się nie pyta co mi jest… Sama nie wiem… Ważne że się to choc trochę zmieniło.

Zastanawiam się czy to całe zamieszanie jest spowodowane kończącym się semestrem czy może już tak będzie do końca roku…? Wychodze rano (lub ok 10) do szkoły. Wracam między 16-18 (zależy od dnia), a w środy o 20. A nawet pomijając środę i czwartek, to jak przychodze o 16 to jestem tak zmęczona, że nie mam siły ręką ruszyc. Qrde, starzeje się czy co? Ok. To było pytanie retoryczne. Ale czy aż tak szybko…? :/

Z dnia na dzień mam co raz większe przeczucie, że to EEG coś wykaże… Boję się? Nie wiem. Moja mama na pewno się boi… Ja będę spokojna dopóki nie dostanę wyników. Ale serio nie czuje się najlepiej… Qrde. Za dużo o tym myśle :/





05.01.07r

5 01 2007

To wszystko nie miało byc tak…
Miało byc inaczej… lepiej…

Myślałam, że z tym Nowym Rokiem przyjdzie jakaś odmiana. A tu d… Nic się nie zmienia. Wręcz przeciwnie. Wszystko się pieprzy. I czemu…?

Zdrowie. Rzecz bezcenna? Kieruje się własnymi regułami i drogami. Jak się zaczyna coś sypac to leci wszystko… Więc czemu nie umre…? Neurolog na razie nic konkretnego nie powiedział. Wysłał mnie na EEG teraz (twierdze, że w poszukiwaniu zaginionego mózgu). Cóż… Mam nadzieję, że coś się wreszcie wyjaśni, bo jakoś nie uśmiecha mi się życie z tymi zawrotami głowy, omdleniami i bólem serca nie znając ich przyczyny. Każda prawda jest lepsza od niewiedzy – taką zasadę wyznaję. Gdy czasem myślę o tych swoich dolegliwościach to dochodzę do wniosku, że chciałabym się dowiedziec, że jestem na coś chora… poważnego… bardzo poważnego… wręcz śmiertelnego… Wtedy może byłoby lżej. Lżej z tą myślą, że już długo nie potrwa to życie… Ale czy tak będzie…? Może Bóg wyznaczył mi jakąś rolę…? Może muszę coś jeszcze zrobic, czegoś dokonac…? Echh…





Uśmiech…

2 01 2007

Mija jeden dzień…
Drugi…
Trzeci…
Mija jeden tydzień…
Drugi…
Trzeci…
Mija miesiąc…

Czym jest uśmiech?
Ten prawdziwy,
Szczery,
Z głębi duszy…?
Nie wiem…
Nie pamiętam….
Tak dawno się nie śmiałam…
Tak prawdziwie…
Od serca…