Zmęczona jestem. Niby początek dnia a ledwo się na nogach trzymam. Zmęczył mnie wczorajszy dzień. Pojechałam z Aśką i Magdą do Marzeny. Fajnie było. Mingosy. Ładna, mała wioska. Zajechałyśmy ok. 9.30 Najpierw poszłyśmy do domu. Niezłą chate ma ^^. Duża i ładnie wystrojona. Obejrzałyśmy film – Jeździec bez głowy. Fakt, troche nie było atmosfery, bo za oknem widno, ale i tak interesujący film ;) Później przerwa – poszłyśmy na spacerek. Na górke. Hehe. Mieliśmy zjeżdżać na workach z sianem, ale zrezygnowałyśmy. Następnie poszłyśmy się przejść po lesie. Boziu… Puki się przebiłyśmy przez te zaspy… Hehe. Spodnie do kolan mokre ale luz. Kolejny film – Statek miłości. To było normalnie zajebiste! Śmiechu od cholery, bo fabuła świetna! Troche pogadałyśmy i do DVD wrzuciłyśmy jeszcze jeden film – Szósty zmysł. Takie troche nudne to było, jak na mój gust, ale dobre i to. Oczywiście od początku stół suto zastawiony (ciastem i sokiem, żeby nie było…). W międzyczasie dostawa pysznych kanapek :) Koło 17 mama Marzeny wcisnęła w nas obiad. Jejku, myślałam że do przystanku nie dojdę z takim obciążeniem ;) No ale jakoś dobrnęłam. Autobus się spóźnił, ale zimno nie było. Jak zwykle w tych warszawskich autobusach było nawet sporo ludzi. Większość młodych, przysypiających, słuchających muzyki. Siadłyśmy na tyle i przegadałyśmy całą podróż. Gdy wysiadałyśmy mniej więcej w połowie autobusu mijaliśmy jednego gościa (też słuchał muzyki), a z zewnątrz widać było że to tzw metal :) Aśka mówiła że sie każdej z nas przyglądał dokładnie jak wychodziłyśmy ^^. W ogóle jak wchodziłyśmy do autobusu i przechodziłyśmy na koniec to każdy się przyglądał z dziwną ciekawością. Ogólnie wyjazd udał się świetnie!
Wkurzyłam się w poniedziałek. Qrde! Nie dość, że ide prywatnie do lekarza, to jeszcze mam czekać 2 tygodnie na wynik badania, który i tak interpretuje lekarka, do której chodze! To jest normalnie wredne! Durna baba mogłaby troche ruszyć swoje 4 litery skoro się jej za to płaci! Wrrr…





