30.12.06r

30 12 2006

Cóż… Rok dobiega końca. Człowiek jest o rok starszy, ma większy bagaż doświadczeń, jest w pewnym sensie mądrzejszy… To już niemal rok mojego blogowania. Co z tego wszystkiego mam? Hmm… Sporo, bo możliwosc wygadania się daje mi dużo…

Mogłabym zrobic podsumowanie, ale nie bardzo mi się chce. Jakoś nie mam ochoty rozpamiętywac tych wszystkich spraw. Wiele się nauczyłam. Przede wszystkim cierpliwości, dystansu do siebie i ludzi. Jednak wciąż nie potrafię cieszyc się chwilą. Nigdy nie umiałam…

Jutro Rafał idzie na Sylwestra do znajomych. Ja? Jak zawsze w domu… W prawdzie na larpa zaproszenie dostałam, ale trochę za późno zaczęłam o nim myślec. A tam, i tak w to grac nie umiem… Cóż… W końcu nocka spędzona w domu to nic złego – komp do dyspozycji.

Ostatnio rzadko piszę. Nie widzę sensu w pisaniu durnych notek o bieda wie czym, które byłyby przesycone złością i smutkiem w 100%-ach. No bo i po co? Wystarczy że ja mam podły nastrój. Z tego też względu w tym roku już nie napiszę…

Dlatego też z tego miejsca chcę Wam życzy wszystkiego dobrego. Udanej zabawy na Sylwka, wg mnie bez alkoholu byłaby lepsza zabawa, więc bez alko zabawy. Życzę aby ten Nowy Rok przyniósł Wam dużo szczęścia, uśmiechu i pogody ducha. Maturzystom dobrze zdanej matury i dostania się na wymarzoną uczelnię, a innym uczniom dobrych ocen. I spełnienia wszelkich planów i marzeń w 2007! Najlepszego.
Hmm… Czego sobie życzę? Wytrwałości. Wytrwałości w pokonywaniu barier i problemów. No i może jeszcze jakiegoś Ramienia, na którym mogłabym się oprzec w trudnych chwilach…





Święta…? Nie.

25 12 2006

Jednak… Wiedziałam że tak będzie. Tego właśnie się obawiałam… Boże, dlaczego ja? Dlaczego to musi mnie spotykac…? Czymże zawiniłam, że ponoszę tak olbrzmią karę…? Za co…?
Obiecałam sobie, że nigdy więcej przez niego nie będę płakała. Nigdy! Nie jest wart mych łez!

To się nie da tak po prostu tego olac, nie myślec o tym… Się po prostu nie da… :/





23.12.06r

23 12 2006

Boję się tych świąt. Moje serce jest pełne obaw, że znowu to się powtórzy… Nie chcę cierpiec. Nie chcę płakac… Chcę miec po prostu spokojne święta… Chociaż i tak jestem cały czas smutna. Nie wiem… Ostatnio nie potrafię się cieszyc. Nieliczni tylko sprawiają, że się uśmiecham choc na chwilę. Ale co z tego, skoro to tylko powierzchowne…?

Ostatnio mama często mi mówi, żebym zawsze o swoich problemach jej mówiła. Na pewno widzi, że jestem smutna. Trzeba byc serio ślepym, żeby nie zauwazyc. Ale obracam to zawsze w śmiech. Nie jestem w stanie się otworzyc. Ufam jej i mogłabym poświęcic życie za nią, ale nie zwierze się… Nie potrafie. W ogóle teraz nie mam siły nikomu się zwierzac…





20.12.06r

20 12 2006

Jeszcze trzy dni… Trzy dni i weekend, święta… Aby przeżyc tą środę – a będzie dobrze. Sprawdzian z chemii. W tym tygodniu to w ogóle przewalone. Poniedziałek – poprawa z historii i sprawdzian z biologii, wtorek – sprawdzian z niemieckiego, środa – sprawdzian z chemii. I jeszcze nie dosc że lekcje mam do 17 to później niemiecki do 20… Wykituje chyba…

Za to jutro będzie fajnie. Lekcji prawie nie bedzie, bo to wigilie w klasach. My też będziemy swoją miec. A na miłe zakończenie dnia chór. Chyba powoli się od tego uzależniam… od tych ludzi… tej atmosfery… Miło jest. Nawet bardzo. I mimo, że jest nas ok. 30 osób to i tak nie jest się niezauważalnym. No chyba, że się schowasz za ławką jak Qra i Cristiano ostatnio… Ale nie jest możliwe, żebym np. usiadła gdzieś na boku i nikt tego nie zauważył. Zauważy chociażby Janek… chociaż nie tylko on…

Śnieg pruszy. Niestety mrozu nie ma, to się od razu rozpuszcza… Mam nadzieję, że na święta będzie leżała chociaż mała jego warstwa. Bo co to za święta bez śniegu. Tak samo bez choinki. Któregoś dnia mama zaprowadziła mnie do kwiaciarni i pokazała stroiki świąteczne. Nawet niebrzydkie… Ale jak powiedziała, że kupimy stroik to już nie będzie trzeba choiki ubierac to wyszłam. Święta = Wigilia = choinka = śnieg = … Bez tych rzeczy nie bardzo sobie wyobrażam Boże Narodzenie… Jutro choinke ubierzemy. Będzie piękna…





15.12.06r

15 12 2006

Dzisiaj poszliśmy w klasą do kina. Nie na film, a na spektakl. “Zdąrzyc przed Panem Bogiem”. Sztuka przedstawiana przez 2 osoby. Mężczyzna i kobieta. Forma – rozmowa. Mężczyzna – Marek, który niegdyś był w obozie koncentracyjnym. Kobieta – jego znajoma, która chce wiedziec co się tam działo…

Facet był dobrym aktorem, jak na mój gust. Może zbyt zamożny nie jest, ale ma świetny głos i nieźle gra. Babka, jak oceniła większosc klasy, słaba. To jej sztuczne przejęcie – hyh.

Historia ciekawa. Marek był 21-letnim chłopcem, który z tłumów zmierzających do wagonów “ratował” ludzi chorych. Codziennie odsyłał na śmierc kilkadzisiąc tysięcy ludzi. Znajomych, przyjaciół… Patrzył im w oczy i nie mógł nic zrobic. Mimo ich błagalnych spojrzeń nie mógł… Chociaż później wybierał ludzi, którzy potrzebni byliby w powstaniu.

Zdąrzyc przed Panem Bogiem… Wcześniej niż On ich zabierze zawrócic jedną, dwie, trzy osoby… Zdąrzyc przed Nim umrzec – śmiercią z własnej ręki.

On mówił, że pewnego dnia gdy pielęgniarka w szpitalu zobaczyła, że na dole są niemcy, trucizne przeznaczoną dla siebie, wstrzyknęła noworodkom… Żeby zdąrzyli… Poświęciła swoje życie… a raczej swoją śmierc.

W pewnym momencie gdy mężczyzna wspominał swoją historię, głód jaki tam panował, próbował nam uświadomic czym wtedy był chleb. Przytoczył wydarzenie, gdy kobieta z głodu zjadła rękę swojego malutkiego dziecka, które zmarło kilka godzin wcześniej… Po sali przeszedł szmer. Mnie przeszedł dreszcz. Z rzędu dalej usłyszałam ciche “O Boże…”. Niektórzy nie wytrzymali historii tego okrycieństwa… ja na filmach, przedstawieniach nie płaczę.

To było mocne. Poruszyło się we mnie coś… W środku jakaś częsc mnie pękła. Przecież to getto było w Warszawie. Jak można było je olewac? Jak można było obojętnie przechodzic obok niego? Nie rozumiem… Zawsze lubiłam słuchac historii z czasów wojny. Wiem, że to był ciężki czas, ale bardzo ciekawy z punktu widzenia czasu…





Dla kogo…?

14 12 2006

Dla kogo bije moje serce?
Dla kogo wstaje nowy dzień?

Dla kogo warto miec marzenia?
Dla kogo uśmiech mój i łzy?

Dla kogo niebo jest i ziemia?
Czy wiesz dla kogo warto życ?

Nie odpowiadaj. Przecież i tak nie wiesz… Ja sama nie wiem…





13.12.06r

13 12 2006

Patrzę na Ciebie
I widzę…
Kogo…?
Człowieka.
Kolegę?
Przyjaciela?
Kim jesteś…?
Kim możesz byc?
A może raczej kim chcesz byc…?
Kim dla mnie mógłbyś byc…?

Patrzysz na mnie
I widzisz…
Kogo…?
Mnie.
Koleżankę?
Przyjaciółkę…?
A może…?
Kim jestem…?
Kim mogę byc…?
Kim chcesz bym była…?





12.12.06r

12 12 2006

Obudziłam się dzisiaj rano i gdy usiadłam na brzegu łóżka spojrzałam za okno – pierwsza myśl to “Co do cholery? Śnieg padał…?”. Przecierając oczy podeszłam do okna. “Aj… to tylko mróz…” – stwierdziłam spoglądając na okolicę. Jednak tego dnia dane było mi się cieszyc z przyjścia zimy. Na matematyce, gdy pisalismy poprawę, w pewnym momencie spojrzałam za okna “O ku… pada!” – szepnęłam do koleżanki z ławki. Powszechna euforia zapanowała w klasie, oczywiście z wyjątkami (ale wyjątki potwierdzają regułę). Świetnie! Kocham zimę! Kocham śnieg! Owszem, lubię lato, bo są wakacje, ładna pogoda, bo siędzę na wsi, ale zimę lubię bardziej. Ta atmosfera… Cóż by były za święta bez śniegu?! Mmm… A jak wspominam ferie zimowe na początku `06… Mróz dochodził do -30, codziennie się spalało po parę worków drzewa, było chłodno, ale super. Zawsze powtarzałam, że jestem ciepłokrwisty człowiek i zimno mi nie straszne…

Fajnie jest wyjsc do szkoły jesienią a wrócic zimą. Chociaż szczerze mówiąc, jakoś czułam, że dzisiaj będzie inny dzień…





09.12.06r

9 12 2006

Poszłam dzisiaj z rodzicami do Orange. Myślałam, że będą się trochę buntowac, bo Carlos wczoraj powiedział, że Orange na abonament nie jest zbyt dobre… Ale myliłam się. Wzięliśmy abonament za 45zł – 83min/230smsy. Mi wystarczy spokojnie. Gorzej było z ofertami telefonów. Szczerze mówiąc z tych tańszyk to prawie nic ciekawego nie było. Więc idąc w ślady brata i dopłacając 99zł kupiłam sobie SE K510i. Z zakupu jestem zadowolona.

Ogólnie jakoś dziwnie się czuję. Trzeci dzień źle się czuje, ale nie tylko psychicznie. Kręci mi się w głowie i słabo mi się robi… :/ A do lekarza dopiero na 29 zapisana jestem… Chętnie bym jutro pojechała rowerem gdzieś za miasto, trochę odpocząc od tego zgiełku. Niestety rodzice na pewno mnie nie puszczą. Zwłaszcza mama po tym zasłabnięciu…

Płakac mi się chce… Patrze przed siebie, a łzy cisną mi się do oczu… ;(