ciągle pada

12 11 2009

Weekend w domu. W poniedziałek była środa. We wtorek jedna godzina. Zakupy. I… z nudów do domu. W środę na wsi. W czwartek znowu zajęcia. W piątek tylko wf i godziny dziekańskie. W weekend Dni Politechniki. Zrypany ten tydzień. Brak motywacji do przyjazdu, a co dopiero do działania. Od jutra zaczynam się uczyć (pierwsze kłamstwo studenta?). Całki podwójne już wołają. A i Wyższa cicho zaczyna jęczeć. Zaczynają się kolosy…

A, muszę zacząć znowu czytać. Opuściłam się. Tyle książek czeka. Jej… Niedobra byłam. Trzeba nadrobić zaległości.

Ciągle pada! Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby,
Mokre niebo się opuszcza coraz niżej,
żeby przejrzeć się w marszczonej deszczem wodzie. A ja?
A ja chodzę desperacko i na przekór wszystkim moknę,
Patrzę w niebo, chwytam w usta deszczu krople,
patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie, to nic.

I buty się tak uroczo zasysają w błotko. Czuję się jak małe dziecko, które chce skakać w kałużach. Tak beztrosko. Tak bez sensu. Ale chcę. :)

Ciągle pada! Ludzie biegną, bo się bardzo boją deszczu,
Stoją w bramie, ledwie się w tej bramie mieszcząc,
ludzie skaczą przez kałuże na swej drodze. A ja?
A ja chodzę, nie przejmując się ulewą ani spiesząc,
Czując jak mi krople deszczu usta pieszczą,
ze złożonym parasolem idę pieszo, o tak!

Humor dopisuje. Jakoś tak. Może zwykły komplement pomógł. A może po prostu lubię jeździć pociągiem. I może wilgotne nosy bąbli mają moc rozweselającą. Może bez powodu. Wszystko jedno :)





november

1 11 2009

Listopad.

Lubię za jesień.
Za kolorowe liście.
Za chłodny wiatr plączący włosy.

Lubię za święta.
Za świeczki na cmentarzu.
Za tamtejszy nastrój.

Lubię za klimat.
Za November Rain.

Lubię za to, że jest przed grudniem.





vs.

28 10 2009

Załóżmy, że jest lepiej. Nie narzekam na wszystko. No bo w końcu lepiej jest. Odrobinkę.

Ja vs. Margan – 1:0

Tylko, że zdrowie się nieco pierdzieli. Powrót do przeszłości, kiedy to codziennie się przewracałam. Paskudne uczucie. Zabawne. Ale męczące.
Tylko nie wiem co z tym zrobić. Na dworze ciśnienie wysokie. I teraz pytanie konkursowe – czy moje również wzrosło i dlatego chodzę slalomem, czy spadło i powinnam wziąć prochy? Kurwa. Jakie to jest popierdzielone.

Tak, za dużo przeklinam.

Chcę gdzieś wyjść. Chcę jakiegoś koncertu. Czegoś klimatycznego. Spokojnego. Ale z pazurem. Czegoś nowego…





come back

23 10 2009

- Możemy już o tym nie mówić…?
- Jasne.
- To dobrze.
- Nie musimy o niczym mówić.
- Nie poznaję Cię…
- Poznajesz. Właśnie poznajesz.
- Jesteś inna.
- Taka. Taka jestem.
- Byłaś milsza…
- Czas przeszły. Chwila. Przypadek.
- Wróć…





nie dotykać

22 10 2009

A może jeszcze jakieś zaklęcie polepszające humor?

Chociaż nie powinnam narzekać. Przecież jest dobrze. Na uczelni luz. Śpię do 11 prawie codziennie. Większych problemów nie ma. Z ludźmi się dogaduję w ramach tego co muszę. Więc co się dzieje…? Kurwa, czemu to jest takie trudne… Jestem rozpieszczonym dzieciakiem? No wychodzi na to, że tak, skoro marudzę chociaż jest nieźle. Szlag by to…

- Zobaczyć ale nie dotykać.
A jak dotykać to nie całować.
Tylko zapach, nie smak.

- A może całować ale nie pieprzyć?

Zobaczyć ale nie dotykać. Otóż to. Żeby się nie zaangażować. Żeby nie dać powodu, aby ktoś myślał za dużo. Aby samemu nie myśleć za dużo. Aby nie skrzywdzić nikogo. Ale co ważne, aby samemu nie cierpieć.
To dlatego wszyscy są odgrodzeni niewidzialną barierą. Dzieli nas dystans, którego nie pozwalam nikomu pokonać. Bezpieczeństwo. Ale czy lepiej cierpieć z braku czegoś czy tracąc to…? Przyzwyczaiłam ludzi do tego chłodu. Nawet gdyby bariera zniknęła, to nikt tego nie zauważy. Nikt i tak się nie zbliży. Nie chcą?





polska Złota jesień

14 10 2009

Zabawne. Od kilku dni zbierałam się, żeby napisać jak wszystko cudnie wygląda. Jak kolorowo jest. Napisać, że jadąc samochodem przez tunel złoto-czerwonych drzew jakoś tak czuję się lepiej. Chociaż może wiatr bywa nieprzyjemny. Chociaż słońce swoim blaskiem ledwo grzeje. To jednak była Polska Złota Jesień.

A tu nagle klops. Za oknem biało? Przepraszam, czy w nocy ktoś mnie wywiózł z Polski gdzieś na wschód? Nie przypominam sobie… Fakt, Riviera jest położona w takim miejscu, że tu zawsze są wielkie ciągi i przeciągi. Jednak to nie tłumaczy ani trochę tego co się dzieje za oknem. Śnieg sypie w każdą możliwą stronę. Nawet od dołu do góry! I jak tu biedny student ma wyjść z akademika na uczelnię? Toż to największy demotywator jaki mógł się ukazać w październiku! Przegięcie…

I weź tu bądź człowieku zdrowy. Co to, jakieś przymusowe hartowanie na zimę? Dziękuję, sama sobie poradzę. Taa, śmiej się. Może mój obecny stan (ah ta seksowna chrypa ^^) nieco utrudnia mi mówienie, ale mija. W końcu na piątkowy koncert jakoś dotrzeć trzeba. I na wesele też by wypadało. A nie zdychać na oczach wszystkich. Aaaale… złego diabli nie biorą, jak to zawsze mówię. I się sprawdza.

Hmm… Kto zna jakieś zaklęcie ochronne…?





w-wa

3 10 2009

W ubiegłym roku Warszawa też źle na mnie działała. Nie wiem, przytłaczała? Zawsze mówiłam, że jest dla mnie za duża. Za głośna. Za… za bardzo… pod każdym względem. Nie lubię. Tak po prostu.
I jeszcze to ciągłe powtarzanie, że dam sobie radę. Że jestem kontaktowa i nie będę miała problemu w pokoju. Że jestem taka i taka, i nie powinnam się przejmować… Jakoś starają się nie widzieć mojej krzywej miny, gdy to mówią. Starają się nie słyszeć mojego zdania na ten temat.

To się nazywa samotność.

Z kubkiem gorącej herbaty stoję przy oknie zajmującym całą szerokość ściany. Gdzieś z tyłu dobiega muzyka. Cicha. Delikatna. Romantyczna… Wpatrzona w cudze życie. Śledząca cienie snujące się w rozświetlonych oknach.
Jest zimno. Za szybą wieje przejmujący wiatr. Mnie grzeje jedynie ten kubek.

Dawno nie czułam takiej pustki…





życie akademickie part. 2

2 10 2009

DS Riviera.





nędzna

29 09 2009

Ciśnienie 90/66. Tętno 55. I jak ja mam niby funkcjonować normalnie? Ta nędzna pikawa nie daje rady pompować krwi. Niedostatek krwi równa się za małej ilości tlenu dostarczonej do mózgu. Niedotlenienie. Skutki znane…