bezsilność

Kojarzysz takie obrazki, popularne w sieci, przedstawiające osóbkę, która twierdzi, że zrobi dziś to i to i tamto, a personifikacja np. internetu lewym sierpowym wyprowadza ją z błędu, wrzeszcząc „nie zrobisz!”? Czy jakoś tak… Tak mniej więcej się czuję. Mniej więcej. Mnie nie nokautuje coś tak beznadziejnego jak internet. To trochę zabawne, ale nokaut jest niemal samobójczy. Bo czy można wierzyć własnemu ciału, które zachowuje się jakby należało do kogoś innego?

„Będę silna. Wszystko mogę zrobić.”

Jeb.

„Nie jesteś. I nie możesz zrobisz.”

Staję się bezsilna wobec tych słabości. Bo to cholernie przykre. Zwykłe czynności, ot choćby umycie głowy, to wysiłek ponad moje siły. A gdy nawet moja upartość wygra potyczkę, to zapadam się w ciemność zanim zdążę spłukać pianę z włosów. I kolejną godzinę dochodzę do siebie. Żeby chociaż być w stanie utrzymać się pionie.

Mało przyjemne, wierz mi.

I jak zawsze jest mi z tym źle. Ze świadomością tego. Z myślą, że ktoś musi być obok. Że nie powinnam być nigdy sama pośród tłumu obcych ludzi, bo nie wiem czy ktoś by mi pomógł. Pewnie tak, ale jednak… A ja tak bardzo nie lubię prosić o pomoc. Sama, sama, sama. Wszystko wolę zrobić sama. Żeby nie czuć zależności, współczucia, litości.

Cholerne przekleństwo.

muzyka co w sercu gra

Oddaję się bez reszty pracy nad inżynierką. Zagłuszam natrętne myśli. Odsuwam na bok słabości. Zapominam o wszystkim. Tak jest, w pewnym sensie, lżej. Łatwiej. Jest tak jak być powinno. Niezależna, silna i nieugięta.

Na pewno…?

O większości chwil, gdy jest źle, nie mówię. Komu? A co najważniejsze, po co? Czyjeś zamartwianie się mi na pewno nie pomoże. A na wizyty u lekarzy nie mam ochoty. Więc jakoś ciągam noga za nogą. Choć czasami zastanawiam się jak to jest w ogóle możliwe.

Myśli. Myśli. Myśli. Miałam wrażenie, że z każdym dniem jest ich co raz mniej. Wrażenie. Złudna rzeczywistość. A niewinne pytania nieświadomych ludzi bolą niczym poruszona zadra wbita w serce. Nie zastanawiam się nad tym. Nie rozgryzam. Nie analizuję. Próbuję tak po prostu to przyjąć… Szkoda, że nie umiem…

Staram się jedynie nie odcinać od społeczeństwa. Gdzieś, kiedyś, czasami… spotykać się z ludźmi. Żeby nie zwariować. Żeby beznadziejnie, tak jak zawsze, nie tłumić wszystkiego w sobie.

Wyjazd do stolicy po niedzieli wydaje mi się całkowicie abstrakcyjny. Prawie miesiąc przerwy. I zero chęci, aby to zmienić. Pocieszam się jedynie tym, że w sumie to tylko miesiąc. Później powrót. Tak na stałe. Tak na zawsze…

Let’s beggin 2012

Chciałam napisać, że dochodzę do siebie. Że jest lepiej. Ale nie napiszę. Nie mogę.

Podobno cierpienie uszlachetnia. Tak więc cierpię. Cierpieniem być może niezasłużonym. A przynajmniej niezrozumiałym przeze mnie. Już nawet nie chce mi się pytać „Dlaczego?”. Nie wiem. I nie mam ochoty się dowiadywać.

Ale co się stało?

Jestem święcie przekonana, że gdy zaraz wezmę ten śmieszny aparat i go użyję, po kilku chwilach na ekraniku wyświetli się ikonka alarmująca, że moje serce chce wyskoczyć. Albo chociażby dostać zawału.

Tak. Zapierdziela jak mały samochodzik. Przeważnie ledwo można je było zmusić, aby biło przewidywane 70/min. Tak od tygodnia ograniczenie do 100 ma w poważaniu. A krew łomocze w ścianki naczyń krwionośnych niczym kafarem w zamknięte drzwi.

I tak sobie cierpię. Z przyczyn niewiadomych i niewyjaśnionych. Whatever. Ból fizyczny zawsze był łatwiejszy do zniesienia od bólu duchowego, sercowego czy psychicznego.

Tak więc… 2012! Niech będzie lepszy niż ostatni tydzień 2011.

coraz bliżej święta

Bilans dotychczasowy:

przedmiotów zaliczonych: +2
dni wolnych: +12
śnieg: +∞
choinka: +1
bombki: -1
powodów do zadowolenia: +101

Czas zwątpienia, niepewności i strachu na szczęście minął. Przynajmniej na jakiś czas.

Teraz mogę swobodnie cieszyć się nadchodzącym czasem. Nastaje magia świąt. Za oknem biało. Ledwie wyczuwalny mróz sprawia, że powietrze jest niezwykle rześkie. Czekam aż się ściemni, żeby cieszyć się blaskiem mojej choinki. Nieduża i skromna, lecz bez niej nie wyobrażam sobie świąt. Gdzieś po kątach pochowane leżą prezenty. Podobno oprócz umiejętności darowania innym rzeczy, należy umieć też je przyjmować. Bawi mnie, i bardzo cieszy, wyraz twarzy bliskich w momencie, gdy dostają prezenty. Mix zmieszania, podziękowania, chęci odwdzięczenia się, zaskoczenia, radości. Wszystko to co chciałabym w nich zobaczyć.

Pomimo tych drobnych zamieszań w międzyczasie, jestem szczęśliwa. Może nie tryskam entuzjazmem na wszystkie strony, ale wypełnia mnie wewnętrzny spokój.

niezrozumiana

Nie wiem co się dzieje. Stoję. Rozglądam się. I zastanawiam „dlaczego ja tu jestem?”. Co ja tu właściwie robię? Tutaj, w tym miejscu, które sama wybrałam. Wtedy w głowie rozlega się dźwięk syreny alarmowej. Umysł krzyczy. Przeraźliwy wrzask nakazujący zmianę miejsca. Ucieczkę. Strach jaki wtedy ogarnia, jest nie do wytrzymania. Panika. Panika. Panika. A mimo wszystko nic nie robię. Nie jestem w stanie się nawet poruszyć. Tylko emocje rozrywają od środka.

Ostatnio chyba zbyt często płaczę…

coś z niczego

Czy to prawo Murphy’ego, że mimo iż obecny rok akademicki jest najlżejszym w mojej dotychczasowej karierze, to jest również najbardziej leniwym i demotywującym do jakiegokolwiek działania? Wykorzystuję każdą nadarzającą się okazję. Czasem sama je stwarzam. 10 dni wolnego. Długi weekend upływający w rytm jazzu. Wyjazdy, rozjazdy, spotkania. Zaduszki. Czas pełen nostalgii. Przeplatanie radości, smutku, zwątpienia, zaskoczenie i mnóstwa przeróżnych odczuć. Dobry? Raczej tak. Bilans dodatni.

I właściwie nie wiem gdzie znalazłam siłę, żeby wziąć się za inżynierkę. Kilka dni wzięcia się w garść i praktycznie większość teorii została zgłębiona. Sinusoida. Ciężki początek, górnolotny środek i ponowny spadek. A we wtorek kolejna chwila prawdy. Nutka strachu? Załóżmy, że nie. Wmawiam sobie, że jest w porządku.

A w sercu… w sercu po staremu. Pika w swojej twardej skorupce. Zdaje się nie słyszeć tych wszystkich głosów rozbrzmiewających wokół. Jest święcie przekonane o swojej racji. I choć chwilami milknie, jakby nieco rozczarowane, to swoją siłą werbuje również umysł. Mózg może i ma jakieś swoje „ale”, jednak stara je jakoś logicznie wytłumaczyć lub znaleźć drobne wskazówki. Zbiera i zapisuje na liście wszelkie myśli i spostrzeżenia.

Małymi kroczkami zbliżają się kolejne święta. Moje i nie moje. Prezenty już są. Moje i nie moje.

Popołudnie dnia 15 listopada bieżącego roku będzie bardzo zacnym czasem. Bilet na tę okazję czeka.

Edit

Z nogami na stole, ciastem na talerzu, pepsi w butelce i głupim smutkiem w oczach rozkoszuję się ostatnimi chwilami przed odjazdem. Co jest najgorsze? Że wyjazdy na banalne 4 dni tak bardzo mnie dołują… Dlatego nienawidzę niedziel.

w pogoni za szczęściem

Nie mam weny, żeby się rozpisywać. Choć próbuję się zebrać w sobie od dobrego tygodnia. Ograniczę się do powiedzenia, że jest dobrze. Choć to nie jest ograniczenie. To właściwie wszystko! Bo jest bardzo dobrze. Mordka nie przestaje mi się uśmiechać. Czyżby tak wyglądało bycie szczęśliwą…?

Komentowanie nie jest możliwe Opublikowany w Myśli

ludziom wbrew

Sesja wrześniowa odbyta. Szczerze cieszę się, że nie miałam okazji wcześniej się z nią zapoznać. Kiepski czas. Termin za terminem, a chęci jak na złość brak.
Semestr tuż tuż. I ponownie trzeba się przekonać do stolicy. Zaletą jest mało zajęć na uczelni. Trzy dni odbębnić i zająć się czymś przyjemniejszym. A początek zapowiada się całkiem ciekawie. Postaram się wykorzystać maksymalnie nadarzające się okazje.

A póki co zagryzam ciastem żal. Dużą ilością ciasta. Żeby chociaż tak osłodzić życie. Bo trzy słowa wystarczą, żeby wiedzieć, że nigdy nie uzyska się poparcia w tym co się robi. Że nie usłyszy się od nich radości i zadowolenia z tego jakie się decyzje podejmuje, czego się chce i jak jest. Trudny wieczór. Bo wiem, że stoję po drugiej stronie barykady. Żal. Morze goryczy. Niestety są chwile kiedy chciałabym, aby zaakceptowali to co robię. A tu jeden wielki klops…

Na życie patrzysz bez emocji
Na przekór czasom i ludziom wbrew
Gdziekolwiek jesteś w dzień czy w nocy
Oczyma widza oglądasz grę

Nie potrzebna mi ich zgoda czy aprobata. Nie chodzi o to, że zrezygnuję, bo ktoś tego nie akceptuje. Tylko raz mogłoby nie być pod górkę…

Wrzesień chyli się ku końcowi, ale jakoś nie mam poczucia, że lato się skończyło. Jeszcze kilka dni temu dziwiłam się, że tak bardzo pachnie już jesienią. Gdzieś straciłam rachubę. Dni przestały mieć większe znaczenie.

Komentowanie nie jest możliwe Opublikowany w Myśli

Kłamstwo opanowane do perfekcji

Jak zawsze w rozjazdach. W pociągu, metrze, tramwaju, aucie. Zachód, wschód, północ, południe. Dzień czy dwa, by zaraz wrócić. Jakieś błahe sprawy, które w ogólnym rozrachunku nie mają żadnego znaczenia. Dokąd? Właściwie po co?

W całym tym zamieszaniu nie wiem na czym się skupić. Czytając książkę nie myślę, że powinnam się uczyć. Będąc między ludźmi zapominam, że nie jestem sama. Stan niezrozumiałego zawieszenia. Jakby na chwilę ktoś wyprał mnie ze wszelkich odczuć, z całej chęci istnienia.

Potrafiła uśmiechać się mimo wszystko. I to jak! Uśmiechać oczami. Nawet jeśli te były przed chwilą pełne łez. Bo jak sama mówiła, ludzie nie potrzebują jej smutku, im potrzebna jej nadzieja.

Patrzyła tymi swoimi brązowymi, świdrującymi oczkami. Tak jakby chciała zobaczyć wszystko, z samą duszą włącznie. Patrzyła nic nie mówiąc. Patrzyła nie uśmiechając się nawet. Bezbarwnie. Mało kto wiedział, że ta twarz bez emocji najdobitniej świadczy o wielkim chaosie jaki powstawał w jej umyśle. Co go wywołało?

Muzyka już nie wystarcza, aby poprawić humor. A może słucham nieodpowiedniej?

Mogę sobie gadać, pisać czy cokolwiek, a i tak to nie ma większego sensu. I znów przestaję się dziwić, że nikogo nie określam mianem „przyjaciela”… Mam dziwne poczucie bycia niezauważalną. Słowa ulatują gdzieś w przestrzeń zupełnie zignorowane. A później ludzie zastanawiają się czemu nigdy o niczym nie mówię. Nie umieją pojąć, że gdy n razy nie słuchają, to nie stworzę im okazji n+1. Tylko to pewnie sobie robię największą krzywdę.

Raz kolejny połykam smutek. I jutro już będzie wszystko w porządku. Niczym niezmącony spokój. Uśmiech.

Komentowanie nie jest możliwe Opublikowany w Myśli